Ta historia ma dwadzieścia lat, ale pamiętam ją z najdrobniejszymi szczegółami, jakby to było wczoraj.
Skończyłem pracę i byłem w drodze do mojego pokoju, który wynajmowałem. Miałem tylko przejść przez jedną ulicę, aby się do niego dostać. Zszedłem do przejścia podziemnego, a kiedy z niego wyszedłem, zobaczyłem młodą kobietę z wózkiem…
Pchała dziecko ledwo idąc pod górkę, więc zaoferowałem jej swoją pomoc. Wziąłem wózek z dzieckiem i przeprowadziłem, aż do wyjścia, gdzie już łatwiej było go prowadzić. Gdy tylko doszedłem, odwróciłem się z uśmiechem na twarzy, by wręczyć wózek matce. Ale odkryłem, że kobiety tam nie było!
Rozejrzałem się i postanowiłem na nią zaczekać, pomyślałem, ale może nagle poszła do sklepu, a może stało się coś innego i musiała pilnie odjeść na chwilę. Była to bardzo dziwna sytuacja. Długo wpatrywałem się w twarz każdej przechodzącej kobiety, mając nadzieję, że znajdę matkę dziecka, ale ona po prostu zniknęła.
Stałem tam z wózkiem przez godzinę jak głupi i nie wiedziałem co robić, byłem bardzo zagubiony i nie mogłem znaleźć mądrzejszego rozwiązania, niż pójście z dzieckiem do siebie.
Zupełnie nie wiedziałem, jak obchodzić się z dziećmi. Nie wiedziałem, jak się nimi opiekować, co może, a czego nie może robić. Dlatego postanowiłem zwrócić się o pomoc do starszej Pani, u której mieszkałem. Od razu jak zobaczyła dziecko, krzyczała o wezwaniu policji.
Przyjechali policjanci i zabrali nas na komendę. Tam zrobili mi prawdziwe przesłuchanie, opowiedziałem o wszystkim i napisałem notę wyjaśniającą. A potem wróciłem do domu i się zaczęło… Czułem się jak złoczyńca, codziennie byłem wzywany na policję i nie wiedziałem już, jak udowodnić swoją niewinność. Za każdym razem opowiadałem, jak było naprawdę, ale to wszystko szło na marne. Śledczy próbował nakłonić mnie, żebym się przyznał do porwania dziecka.
Minął trzeci tydzień od tej sprawy, a ja poważnie zacząłem martwić się o swoją przyszłość i zastanawiałem się nad wynajęciem adwokata. Dopiero po czasie na policję zgłosiła się matka dziecka i przyznała się, że chciała je porzucić w tym ciemnym tunelu, a ja tylko ułatwiłem jej sprawę. I dopiero wtedy mogłem odetchnąć z ulgą, że wszystko się wyjaśniło… Chciałem pomóc, a wpakowałem się w poważne kłopoty…
