Ta historia wydarzyła się dwadzieścia lat temu, ale pamiętam ją w każdym szczególe, jakby to było wczoraj. Skończyłem zajęcia na uczelni i byłem w drodze do mojego akademika. Musiałem tylko przejść na drugą stronę ruchliwej ulicy. Zszedłem więc do przejścia podziemnego, a kiedy z niego wychodziłem, zobaczyłem młodą kobietę z wózkiem. Z trudem ciągnęła wózek po schodach. Zaoferowałem jej swoją pomoc – wziąłem wózek z dzieckiem i zaniosłem po schodach do góry. Gdy tylko dotarłem do wyjścia, z uśmiechem na twarzy odwróciłem się, by przekazać wózek matce.
Wtedy zobaczyłem, że kobieta zniknęła. Rozejrzałem się, ale jej nie było. Postanowiłem na nią poczekać, myśląc, że może poszła do sklepu, albo coś innego się stało i musiała pilnie iść. To było oczywiście dziwne, ale nie miałem innego pomysłu. Długo zerkałem na twarze każdej mijanej kobiety, mając nadzieję, że znajdę matkę dziecka, ale ona po prostu zniknęła.
Stałem tam z wózkiem przez godzinę, jak głupi. Nie wiedziałem co robić, byłem bardzo zdezorientowany i nie mogąc wymyślić rozwiązania, wróciłem z dzieckiem do akademika.
W ogóle nie wiedziałem jak postępować z dziećmi, nie wiedziałem jak się nimi opiekować, co mogą, a czego nie mogą jeść. Postanowiłem więc poprosić o pomoc panią z portierni. Ona powiedziała, żeby natychmiast zadzwonić na policję i tak zrobiła.
Przyjechała policja i zabrała nas na komisariat. Opowiedziałem im wszystko i napisałem zeznanie w tej sprawie. Potem wróciłem do akademika. Czułem się jak przestępca, bo policja traktowała mnie jak podejrzanego, jakbym to ja zabrał tej kobiecie jej dziecko. Byłem wzywany na komisariat każdego dnia. Nie wiedziałem już jak udowodnić swoją niewinność. Za każdym razem opowiadałem im, jak było naprawdę. Ale wszystko to było na próżno. Śledczy naciskał na mnie, chcąc żebym przyznał się do winy. W końcu stwierdzili, że jako główny podejrzany, zostanę zatrzymany.
Był to trzeci tydzień aresztu, a ja poważnie martwiłem się o swoją przyszłość i myślałem o tym, żeby wreszcie wynająć adwokata, gdy nagle pojawiła się matka dziecka. Wyjaśniała, że była tak szczęśliwa, że oddała komuś swoje dziecko, że aby uczcić to wydarzenie, wyjechała z przyjaciółmi z kraju. Kiedy wróciła, namierzyła ją policja. Dopiero wtedy mogłem odetchnąć. Nie wiem jakie były ich dalsze losy, cieszyłem się, że odzyskałem wolność.
