Poradziłem koleżance z pracy, żeby zdjęła obrączkę, a kiedy mnie posłuchała, znalazła narzeczonego.

W moim poprzednim miejscu pracy mój zespół składał się z ludzi w różnym wieku, ale głównie z kobiet. Były to osoby zróżnicowane pod kątem urody, przeważnie po czterdziestce. Miałem pod sobą także dwie młode dziewczyny, świeżo po studiach, jedna z nich miała już męża, a druga z nikim się nie spotykała. Po jakimś czasie dołączyła do nas kolejna młoda kobieta, Julka, która była niezwykle miłą i sympatyczną osobą. Jako kierownik, nie ingerowałem w życie współpracowników, interesowały mnie jedynie sprawy służbowe, jednak pewnego dnia zauważyłem obrączkę na palcu Julii i postanowiłem zapytać o jej męża. Radośnie się roześmiała i wyjaśniła mi historię obrączki, którą nosiła od czasów liceum, jako symbol przyjaźni. Przyznała się również, że nie ma nawet kandydata na męża i znowu się roześmiała.

Być może zbyt pochopnie, ale oceniłem ją wówczas – stwierdziłem, że skoro w wieku 26 lat nikogo nie ma, to pewnie prędko nie znajdzie, bo ludzie zazwyczaj poznają swoje drugie połówki albo w szkole, albo na studiach, później jest ciężko. Od tamtego momentu zacząłem zwracać uwagę na dłonie koleżanek z pracy i z zaskoczeniem odkryłem, że samotna dotychczas Paulina, również nosiła obrączkę… Chyba faktycznie nie poświęcałem zbyt wiele uwagi współpracownikom, ale nie sądzę, by coś mi umknęło. Nie chciałem być wścibski i nie wypytywałem, a potem dostałem lepszą propozycję pracy i urwałem kontakt ze znajomymi z pracy. Przed odejściem poradziłem Julce, żeby zdjęła obrączkę, bo wysyłała mylne sygnały mężczyznom.

Po kilkunastu miesiącach spotkałem przypadkiem Julię, jak szła z psem na spacer w pobliżu parku, w którym biegałem co rano. Zagadała do mnie i podzieliła się wszystkimi plotkami z biura, powiedziała, że Paulina wyszła za mąż za kolegę z pracy. Zauważyłem również, że Julia nie nosiła już swojej obrączki, ale miała na palcu pierścionek. Okazało się, że ona również szykuje się do ślubu z jakimś starym znajomym, który wrócił do rodzinnego miasta i zdali sobie sprawę, że są dla siebie stworzeni.

Julia z uśmiechem na ustach podziękowała mi za moją radę i powiedziała, że podzieliła się nią również z Pauliną. Obie strasznie się śmiały z tej mojej troski o ich życie matrymonialne, ale posłuchały i zdjęły obrączki. Dziwnym trafem podziałało i od razu ktoś na nie zwrócił uwagę. Od tamtej pory, czasem widuję Julię w parku i za każdym razem śmiejemy się z tych obrączek. Być może to był tylko zbieg okoliczności, że obie znalazły narzeczonych po tym, co powiedziałem, ale osobiście wierzę, że obrączki utrudniłyby im nawiązanie kontaktu z mężczyznami. Można powiedzieć, że przyczyniłem się do ich szczęścia.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × trzy =

Poradziłem koleżance z pracy, żeby zdjęła obrączkę, a kiedy mnie posłuchała, znalazła narzeczonego.