Posłuchałam macochy, a później bardzo żałowałam, że nie kierowałam się sercem

Dorastałam w domu pełnym mężczyzn, z ojcem i dwoma starszymi braćmi. Niestety moja mama zmarła nagle, gdy miałam 8 lat i tata związał się z inną kobietą. Nie radził sobie ze wszystkimi obowiązkami, co skłoniło go do poszukiwań nowej żony, a dla nas macochy. Marzena była doskonałą gospodynią, ale nigdy nie zastąpiła nam mamy, widzieliśmy, że uczucie ojca do niej jest zupełnie inne niż do mamy. Moi rodzice pobrali się z miłości i to było czuć w każdym najdrobniejszym geście. Zawsze marzyłam o takim małżeństwie i miałam nadzieję, że uda mi się spotkać odpowiedniego mężczyznę.

Po szkole średniej nie było mnie stać na studia, więc poszłam do pracy. Nie miałam wykształcenia, dlatego początkowo trafiłam do zakładu produkcyjnego, gdzie poznałam Adriana. Moje serce zwariowało, a z każdym dniem, gdy poznawałam go lepiej, zakochiwałam się coraz mocniej. Gdy Adrian powiedział mi, że odwzajemnia moje uczucia, byłam najszczęśliwsza na świecie, ale po kilku tygodniach bycia razem, moje szczęście przerodziło się w ogromny smutek. Mój mężczyzna postanowił wyjechać do pracy za granicę, ponieważ nadarzyła mu się niepowtarzalna okazja na lepszy zarobek.

Początkowo dużo ze sobą rozmawialiśmy i wymienialiśmy maile, jednak stopniowo kontakt się osłabił. Rozumiałam, że Adrian chciał odpocząć po ciężkiej pracy, ale gdy przestał się kontaktować również w weekendy, zaczęłam mieć złe przeczucia. W tym okresie moja macocha zaczęła podsuwać mi propozycje spotkań z jej siostrzeńcem, który był gotów mnie poślubić. Znaliśmy się z różnych przyjęć w gronie rodziny, ale nigdy nie zwracałam na niego uwagi. Udało mu się jednak wbić w najgorszy moment w moim życiu, gdy miałam dużo wątpliwości odnośnie wierności mojego partnera, a macocha te wątpliwości jeszcze podsycała. Posłuchałam mojej macochy i zgodziłam się wyjść za Marcina, był dla mnie dobry i opiekuńczy, a sympatię do niego błędnie pomyliłam z większym uczuciem.

Nigdy nie byłam szczęśliwa z Marcinem, ale urodziłam dwójkę dzieci, którym nie chciałam zabierać ojca. Adrian, po powrocie zza granicy spotkał mnie przypadkiem na spacerze z pierwszym dzieckiem i nigdy więcej się do mnie nie odezwał. Czułam, że byliśmy dla siebie stworzeni, ale nie byłam w stanie nic zrobić. Patrząc na miłość Marcina do dzieci i do mnie, wiedziałam, że zawsze będzie o nas dbał i nie odważyłam się walczyć o swoje uczucie do Adriana. Z tego co słyszałam o moim ukochanym w późniejszych latach wywnioskowałam, że nigdy się nie ożenił.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × dwa =

Posłuchałam macochy, a później bardzo żałowałam, że nie kierowałam się sercem