Praca kontra dziecko

Najpierw mąż namawiał mnie na dziecko, a teraz wysyła do pracy.

Mój mąż nagle zdał sobie sprawę, że nie jest w stanie zapewnić nam bytu. Nawet nie minął rok od narodzin dziecka, a on już wysyła mnie do pracy.

W chwili zawierania małżeństwa wynajmowaliśmy kawalerkę. Ciężko pracowaliśmy, aby szybko kupić mieszkanie, a nie płacić komuś za wynajem. Chcieliśmy zaoszczędzić jak najwięcej swoich pieniędzy, aby nie brać dużego kredytu, bo odsetki są strasznie duże.

Zajęło nam to trzy lata. Było bardzo ciężko, ale razem daliśmy radę, odłożyliśmy taką kwotę jaką sobie zaplanowaliśmy, ale musieliśmy wziąć też kredyt. Kupiliśmy mieszkanie z dwoma sypialniami. Planowałam na początku spłacić dużo szybciej dług. Dlatego macierzyństwo nie było wtedy częścią moich planów.

– Jesteśmy już po ślubie kilka lat, wszyscy nasi znajomi mają już dzieci, nawet dwójkę! Powinniśmy zacząć starać się o dziecko. – powiedział pewnego wieczoru mąż.

– Wykluczone! Teraz kiedy być może awansuje w pracy i zacznę zarabiać konkretne pieniądze ?

– Teraz chcesz spłacić mieszkanie, potem kupić samochód, pojechać na wakacje itp. Zawsze znajdą się jakieś „ważne” sprawy do załatwienia! – powiedział mój mąż.

Próbowałam tłumaczyć, że chcę poczekać na awans, ale mąż nawet mnie nie słuchał. Powiedział, że moja kariera może poczekać, ale posiadanie dziecka nie. Generalnie musiałam się poddać, bo sama wiedziałam, że zegar tyka. Ale wątpliwości, czy mąż sam to wszystko pociągnie, gdy pójdę na urlop macierzyński. Powiedział mi, że nie powinnam się martwić o stronę finansową, bo to nie jest moja odpowiedzialność.

Pracowałam aż do porodu, bo po prostu nie mogłam usiedzieć w miejscu i kocham swoją pracę. A martwiłam się o stronę finansową, więc nie mogłam się wyluzować i odpuścić tej sytuacji. Jednak po urodzeniu dziecka musiałam zostać w domu na stałe, bo nasi rodzice mieszkają daleko – nie było na kim zostawić syna.

Mój mąż nie zajmował się dzieckiem. Nie pomagał też w obowiązkach domowych. Po powrocie do domu padał na kanapę i marudził, że jest zmęczony. W ogóle nie obchodziło go, że mój syn był cały dzień w moich ramionach, a ja nie mogłam nawet umyć twarzy czy zębów.

Wkrótce pojawiły się też problemy z pieniędzmi. Ledwo wiązaliśmy koniec z końcem i oszczędzaliśmy na każdej rzeczy. Mój mąż nie zdawał sobie na początku z tego sprawy. Po roku stwierdził, że dobrze by było, gdybym zaczęła pracować.

– A co zrobimy z dzieckiem? Ma już rok, ale nie wezmą go nawet do przedszkola – powiedziałam.

– Znajdziemy nianię – powiedział spokojnie mój mąż.

– Co mi da, że będę musiała płacić całe swoje wynagrodzenie niani?

– To znajdziesz jakąś pracę zdalną.

– A jak pracować z rocznym dzieckiem? Myślisz, że leżę cały dzień na kanapie i piję herbatę?

– No to trzeba dać znać babciom i niech pomogą.

– Przecież mieszkają za daleko!

– A moja babcia?

– Twoja babcia ma ponad 80 lat. Ona wymaga opieki, jak można zostawić jej dziecko?

– Ja szukam wyjścia, a ty robisz wymówki! – mój mąż robił mi wyrzuty.

Dlaczego nie potrafi zrozumieć, że to nie jest takie proste ? Ja nie mogę powierzyć dziecka obcej osobie. Prosiłam męża, żeby poszedł na urlop macierzyński, ale nie chce. I nie ma mowy, żebym mogła pracować w domu i opiekowała się synem. To jest nierealne.

Najbardziej wkurza mnie to, że mąż w ogóle mnie nie słuchał. Gdyby sam lepiej o nas zadbał, nie było by tego problemu. Wszystkie moje koleżanki siedzą w domu z dzieckiem i nie muszą się martwić o finanse. Więc dlaczego teraz zrzuca winę na mnie?

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy + dwa =

Praca kontra dziecko