Wiecie co? W życiu chyba wszystko dzieje się po coś. Czasem trudno to zrozumieć, ale z perspektywy czasu można dojść do wniosku, że nawet te najgorsze chwile były nam potrzebne, byśmy mogli być szczęśliwsi, silniejsi i bogatsi o życiowe doświadczenia. Jestem na to żywym przykładem, prawie spowodowałam śmiertelny wypadek, gdy mój świat rozsypał się na kawałki i to zmieniło moje życie na zawsze.
Pięć lat temu przyszłam do pracy, jak w każdy inny dzień roboczy i poczułam się, jakby mój świat się skończył. Przyszła do mnie ciężarna kobieta, która oznajmiła mi, że jest w ciąży z moim narzeczonym. Natychmiast wezwałam go, żeby skonfrontować jej słowa i okazały się prawdą. Nie mogłam zrozumieć jak on mógł mi to zrobić. Planowaliśmy ślub, razem załatwialiśmy formalności, a on na boku miał młodszą kobietę! Byłam roztrzęsiona, wzięłam urlop na najbliższy tydzień i wybiegłam ze łzami w oczach przed biuro. Nie wiedziałam co robię, po prostu wsiadłam w auto i chciałam jak najszybciej być w domu.
Jechałam i płakałam, łzy rozmywały mi widoczność, ale nie umiałam myśleć rozsądnie. Nagle tuż przede mną usłyszałam trąbienie, a potem pisk opon, sama też się zatrzymałam w ostatniej chwili i w szoku wysiadłam z samochodu. Podbiegł do mnie mężczyzna i zaczął na mnie krzyczeć, dopiero z jego chaotycznej relacji wywnioskowałam, że zjechałam na niewłaściwy pas i mogłam zabić nas oboje. Wciąż płakałam i nie mogłam ułożyć zdania, wtedy on zupełnie zmienił nastawienie i zaczął mnie wypytywać czy dobrze się czuję i co właściwie się stało. Kiedy nie umiałam się uspokoić, złapał mnie za rękę, posadził na fotelu pasażera i zjechał moim autem w bezpieczne miejsce, odblokowując ruch na jezdni.
Jego samochód stał zaparkowany na poboczu, więc zaproponował, żebyśmy pojechali moim autem do pobliskiej kawiarni, żebym mogła zjeść coś słodkiego i się uspokoić. Opowiedziałam mu całe zdarzenie z tamtego poranka, a on opowiedział mi swoją historię. Okazało się, że jego żona rok wcześniej również dopuściła się zdrady i niedawno wzięli rozwód, nie wiem czemu, ale poczułam się trochę mniej samotna z moją tragedią, myślę, że on, jak nikt inny, mógł mnie zrozumieć. Zaczęliśmy się spotykać, on pocieszał mnie, a ja jego i w końcu zaczęliśmy być razem. Prawie nas zabiłam, a teraz jesteśmy małżeństwem… nie rozmawiamy już o naszych nieudanych związkach.
