Przeprowadzka

Mąż i żona. W tej wiosce, nad brzegiem jeziora stał dom rodzinny matki mężczyzny. Przyjechali jeszcze ze swoją starą, schorowaną mamą. To była bardzo miła staruszka i wcześniej mieszkała w tym domu aż do momentu, kiedy się rozchorowała i zaczęła robić się coraz starsza, a wtedy syn zdecydował, że weźmie ją do siebie do miasta, aby razem z żoną mogli się nią po prostu zaopiekować.

Staruszka już nie jadła dużo, a oprócz tego miała problemy z nogami i z pamięcią. Czuła się coraz gorzej, przez co ryzyko, że z dnia na dzień umrze zwiększało się. Uznali, że lepiej by było, gdyby ostatnie swoje dni spędziła w swoim rodzinnym domu i została pochowana w swojej rodzinnej miejscowości. Staruszka ma już prawie 90 lat, więc ile mogła jeszcze pożyć? Uznali więc, że wytrzymają wszelkie wiejskie niedogodności, ale potem nie będą mieli tylu kłopotów z pogrzebem.

Droga do wioski nie była szybka i bezproblemowa, ale staruszka wytrzymała. We wsi nie było już wielu mieszkańców, a najbliższy sklep był oddalony od ich domu po 3 km, w dodatku nie było w nim wszystkiego. Tak jednak zaczęli żyć. Mąż łowił ryby, żona zaczęła zajmować się ogrodem, ale też zbierała jagody i grzyby w lesie, trawę na herbatę. Zbudowali razem nawet łódkę.

Staruszka najpierw całe dnie siedziała przy oknie: patrzyła na trawę na podwórku, na jezioro, na żółte lilie wodne. Potem wygrzebała skądś stare buty, wzięła laskę i zacząła wychodzić na ganek. Jakiś kot zaczął do niej przychodzić i kłaść się jej na kolanach. Mogli siedzieć razem tak długo. Staruszka głaskała kota swoją małą, zgrabiałą dłonią, a on leżał cicho na jej chudych nogach. Słońce ich grzało, ptaki latały na niebie, motyle trzepotały w trawie, kaczki kwakały nad jeziorem i w takiej atmosferze ta dwójka sobie siedziała.

Wkrótce staruszka zaczęła spacerować także po podwórku: buty wydawały się jakieś takie za duże, na głowie miała zawiązaną chusteczkę, na nosie okulary, sama jest malutka i zgarbiona, porusza się stawiając małymi kroczkami. Tak powoli jakoś dotarła do jeziora. Tam na spotkanie wyszły jej kaczki, które dopraszały się o jakieś smakołyki. Syn staruszki założył gumiaki i poszedł do kaczek z chlebem. Od tego momentu chodził do nich z kawałkami chleba codziennie. Staruszka czasami sama je karmiła i kaczki wyjadały jej wręcz okruchy z dłoni, co bardzo ją uszczęśliwiało. Czasami syn zabierał ją na łódkę, by mogła poobserwować, jak on łowi ryby. Potem staruszka tymi najmniejszymi, które złapał jej syn, karmiła kota.

Tak minęło lato, jesień, potem nadeszła zima, a staruszka mimo mrozu wychodziła ciepło ubrana na podwórze. 

Powoli przemieszczała się po podwórzu, a zwykle towarzyszył jej w tym kot, który ciągle plątał się jej przy nogach. Pojawił się u niej apetyt, więcej i lepiej jadła, w dodatku piła zdrowotne napary z dziurawca. Brała także zdrowotne kąpiele z dodatkiem różnych ziół, które jej synowa zbierała latem i jesienią. Tak minął rok i staruszka jakby odmłodniała. Potem minęły kolejne lata…

Małżeństwo pomyliły się z obliczeniami, bo staruszka przeżyła kolejne sześć lat. Przez całe sześć lat uśmiechała się życzliwie do otaczającego świata i powoli, w dużych filcowych butach przemieszczała sięmałymi kroczkami po podwórku, opierając się o laskę. Gdzie miała się spieszyć? Zawsze będzie miała czas, by ogrzać się w promieniach słońca, to jej nie ucieknie.

Poza tym lepiej cieszyć się życiem: spojrzeć na jezioro, na trawę, nakarmić kaczki, pogłaskać kota i wypić kubek herbaty z dżemem z maliny.

Trzeba cieszyć się życiem, nie myśleć o złym i czynić dobro…

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście − dwa =

Przeprowadzka