Mam dobrą przyjaciółkę, Darię, która obecnie kończy drugi stopień studiów i wkrótce będzie wykwalifikowanym psychologiem. Zawsze dostawała najwyższe oceny ze wszystkich przedmiotów. Często ze sobą piszemy, a ona opowiada mi o nowych znajomościach, o swoich sukcesach akademickich, o stażu, który odbywa. Krótko mówiąc, wiedzie bogate życie studenckie.
– Uwielbiałam życie studenckie, uwielbiałam pisać referaty, przygotowywać sprawozdania i prowadzić prezentacje.
– Też lubię psychologię i chętnie bym ją studiowała. Daria, tak dobrze sobie radzisz, że Ci zazdroszczę! – napisałam do niej.
Tego samego dnia Daria – psycholog zamieściła na jednym z portali społecznościowych post z nagłówkiem „Nie ma białej zazdrości!”.
„Biała zazdrość to taka sama zazdrość, ale w stosunku do bliskich nam osób. W takich przypadkach nie możemy mówić o zwykłej, ludzkiej zawiści, ale tak naprawdę biała zazdrość kryje w sobie tę samą urazę, złość, że nie ma się wszystkiego, co osoba, której zazdrościmy i kilka innych negatywnych emocji. Nie powiedzielibyśmy drugiej osobie wprost, że jej zazdrościmy. A kiedy mówimy o białej zazdrości, to nie jest ona postrzegana jako negatywne uczucie wobec drugiego… Ja w ogóle nie jestem naturalnie zazdrosna. Niczego nikomu nie zazdroszczę, bo sama pracuję na swój sukces i ode mnie zleży, co uda mi się w życiu osiągnąć. W innym przypadku nie poszłabym na psychologię i nie odkryłabym, że zazdrość pojawia się wtedy, gdy rozpatrujemy osiągnięcia innych w stosunku do nas, w porównaniu z nami. Trudno cieszyć się z czyichś osiągnięć, nie myśląc o tym, jak ty byś się czuł, będąc na ich miejscu.”
„Bardzo się cieszę z twojego sukcesu, Daria. Ja również chciałabym wrócić do życia studenckiego, ale nie ma takiej możliwości. Wczoraj przeczytałam, że biała zazdrość nie istnieje w przyrodzie, więc zazdroszczę zazdrością, która mi została.” – napisałam do Darii.
W odpowiedzi wysłała mi serduszka i uśmiechnięte emotikony. Wiedziałam, że jest psychologiem, zawsze wszystko rozumiała.
