Jesteśmy z Beatą małżeństwem od dziesięciu lat i mamy ośmioletniego syna. Zaraz po ślubie zaczęliśmy zbierać pieniądze na kupno własnego mieszkania i trwa to do tej pory. Nie jest łatwo uzbierać odpowiednio dużą sumę, kiedy wynajmuje się mieszkanie. Nadal więc zbieramy i nie poddajemy się zniechęceniu.
Moi rodzice długo starali się o drugie dziecko, kiedy więc urodził się mój brat, nie posiadali się ze szczęścia. Niestety okazało się, że Bartek ma problemy z sercem i musi na siebie bardzo uważać. Musiał unikać stresów, dbać o odporność i trzymać się z daleka od problemów. Rodzice zaczęli wręcz przesadnie troszczyć się o mojego brata. Mama rzuciła pracę, by się nim zająć. Bartek nie chodził do przedszkola a rodzice spełniali jego wszystkie zachcianki, żeby czasem dziecko się nie stresowało odmową. Nic dziwnego, że wyrósł na rozpieszczonego młodzieńca. Po szkole średniej nie dostał się na studia, więc rodzice posłali go na studia płatne. Nie zamierzał się jednak uczyć, twierdząc, że to nie dla niego. Nie skończył nauki.
Bartek postanowił zająć się biznesem. Nie myślał zupełnie o tym, że prowadzenie firmy wymaga wiedzy, nie wystarczy sam pomysł. Wziął kredyt i zainwestował go w firmę. Nie mając pojęcia o działaniu rynku, szybko stracił wszystkie pieniądze i nie miał dochodów na tyle dużych, by spłacać raty. Nasi rodzice nie mieli pieniędzy, by mu pomóc, więc przyszli do mnie prosić o spłatę jego długów.
Mieliśmy z żoną uzbieraną już sporą sumę. Okupiliśmy to latami wyrzeczeń i ciężkiej pracy. Od wielu lat nie jeździliśmy nigdzie na wakacje, nie wydawaliśmy pieniędzy na zbędne wydatki i przyjemności. Zbieraliśmy na mieszkanie, jednak nie potrafiłem odmówić pomocy bratu. Po rozmowie z żoną postanowiliśmy spłacić mojego brata pod warunkiem, że Bartek przepisze nam swoją część mieszkania rodziców.
Rodzice byli nam bardzo wdzięczni i mieliśmy wszyscy nadzieję, że ta lekcja czegoś Bartka nauczy. Niestety tak się nie stało i wkrótce dowiedzieliśmy się, że Bartek ponownie zaciągnął pożyczkę, której nie mógł spłacić.
Rodzice ponownie przyszli do nas z prośbą o spłacenie brata. Sami zaproponowali, że w ramach tej spłaty przepiszą na nas swoją część mieszkania. Chcieli spłacić Bartka a za resztę pieniędzy wyremontować domek na wsi, by nadawał się do całorocznego zamieszkania. Do tej pory traktowali go jako domek letni. Uważaliśmy z żoną, że to dla nas dobra i uczciwa propozycja, odkupując udziały rodziców stalibyśmy się posiadaczami trzypokojowego mieszkania w naszym mieście. Żona obawiała się tylko, że rodzice nie wyprowadzą się od razu i będziemy musieli mieszkać z nimi. Postawiła więc warunek, że zanim dobijemy transakcji rodzice muszą zabrać wszystkie swoje rzeczy i się wymeldować.
Tak też się stało. Wprowadziliśmy się do swojego nowego mieszkania i zaczęliśmy robić w nim remont, by urządzić go po swojemu. Niedawno spotkałem dawnego znajomego, który powiedział mi coś, co wzbudziło we mnie niepokój. Maciek mieszka niedaleko domku rodziców. Powiedział mi, że rodzice nie przeprowadzili żadnego remontu i nie przystosowali go do warunków zimowych. Dowiedziałem się także, że Bartek wyprowadził się do Warszawy. Jak znam życie, to zabrał rodzicom resztę pieniędzy na ten wyjazd a oni zostali z niczym. Gdy się o tym dowiedziałem zacząłem się zastanawiać, kiedy rodzice zapukają do naszych drzwi, by prosić nas o pomoc. Czy to się nigdy nie skończy?
