Monika pochodziła z wielodzietnej rodziny mieszkającej na wsi. Od dziecka musiała pomagać we wszystkich pracach gospodarskich: gotowała i myła naczynia, opiekowała się młodszym rodzeństwem, pieliła grządki, oporządzała bydło. Była wiecznie zmęczona i na nic nie miała czasu. Ledwo przyłożyła głowę do poduszki, już spała.
Kiedy trochę podrosła, rodzice doszli do wniosku, że trzeba ją szybko wydać za mąż, bo jest dodatkową gębą do wykarmienia. Jej starsza siostra została już wypchnięta z domu, jej mąż był rówieśnikiem ojca Teraz przyszła kolej na nią.
Nikogo nie interesowało jej zdanie. Została przedstawiona dwudziestopięcioletniemu Markowi, który mieszkał w pobliskim mieście wraz ze swoją chorą babcią. Nie zdążyła dobrze go poznać a już została jego żoną i zamieszkała w jego dwupokojowym mieszkaniu. Jej życie praktycznie się nie zmieniło. Nadal prała, sprzątała, gotowała. Zamiast młodszego rodzeństwa miała pod opieką sparaliżowaną babcię. Nie znała innego życia.
Babcia męża zmarła po roku. Mąż ciągle miał do niej o coś pretensje, nie ważne co by zrobiła, on krzyczał. W następnym roku urodziła syna, a zaraz później córkę. Pewnego razu zobaczyła w telewizji program o kobietach, które zarabiają robiąc różne rzeczy w domu.
Monika postanowiła założyć własną firmę i spróbować szczęścia. Kupiła niezbędne akcesoria i zaczęła robić świece. Mąż krzyczał, bo uważał, że wydaje pieniądze na darmo. Dzieci dorastały i coraz więcej rozumiały. Córka bardzo kochała matkę ale syn brał przykład z ojca i źle traktował mamę.
Świece Moniki zaczęły się cieszyć coraz większą popularnością i z biegiem lat kobieta odłożyła na swoim koncie sporą sumkę. Kiedy pewnego dnia postanowiła sobie kupić wymarzoną sukienkę a mąż po powrocie do domu zrobił jej z tego powodu awanturę, Monika stwierdziła, że ma dosyć.
Miała już prawie pięćdziesiąt lat a jej dzieci dobijały trzydziestki. Pomyślała: „Jeśli nie teraz, to kiedy?” . Wynajęła mieszkanie, znalazła normalną pracę na etacie i złożyła pozew o rozwód. Teraz zaczynała żyć dla siebie.
