Byliśmy dobrym małżeństwem, mieliśmy dwoje pięknych dzieci i wszystko wydawało się w porządku. Do czasu. Mąż był często nieobecny w domu, dużo pracował, żeby zapewnić nam godne życie. Nie widziałam w tym nic złego, myślałam, że bierze nadgodziny. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie kobieta, która przedstawiła się i powiedziała, że jest kochanką mojego męża i musimy porozmawiać. Wtedy mój świat się rozpadł, bo nie rozumiałam, dlaczego on to zrobił. Widzę jak kocha swoich synów, czy nasza rodzina mu nie wystarcza? Nie wiedziałam co mam jej powiedzieć, stwierdziłam, że to pomyłka. W domu panowała półmrok, dzieci spały, a ja siedziałam zapłakana i mocno trzymałam telefon w rękach. Nie mam pojęcia jak długo tak siedziałam, nie rozumiałam też co ze mnie jest nie tak, że mąż postanowił mieć kochankę. Nie było między nami żadnych kłótni, w domu panował spokój, sama wychowywałam dzieci i niczego od niego nie żądałam.
Jacek od trzech dni jest w delegacji, nie odbiera ode mnie telefonów. Tylko czasem napisze wiadomość, że wszystko u niego ok i że jest bardzo zajęty. Jego telefon wciąż nie odpowiadał, a mi nie dawała spokoju wiadomość od tej kobiety. Nie mogłam już dłużej czekać, więc zadzwoniłam do niej i umówiłam się na spotkanie, żeby na spokojnie porozmawiać. Spotkałyśmy się w tej samej restauracji, do której często chodziliśmy z mężem na kolację, a potem zabieraliśmy tam dzieci. Zrozumiałam, że prawdopodobnie tam się z nią umawiał. Kobieta była trochę zdezorientowana, kiedy przyszła, byłam w szoku. Okazało się, że jest w ósmym miesiącu ciąży. Rozmawiałyśmy przez chwilę, a ona dała mi do zrozumienia, że nie zamierza zabierać mi Jacka. Po prostu nie była szczęśliwa w życiu i chciała mieć dziecko.
Ale Jacek zniknął, kiedy dowiedział się, że jest w ciąży i nie odezwał się więcej, a ona chciała tylko sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Powiedział jej tylko, że jego rodzina przeżywa trudności, że ja jestem chora i potrzebuję pomocy przy dzieciach, i że nie mogą już być razem. Ta kobieta była po prostu życzliwa i chciała, żebyśmy byli szczęśliwi. Powiedziałam jej, że Jacek jest w delegacji od dziewięciu dni. Potem przyłapałyśmy go na kolejnym kłamstwie: postanowiłyśmy zadzwonić do biura, aby dowiedzieć się, gdzie dokładnie jest i kiedy przyjedzie. Dostałyśmy informację, że Jacek jest na urlopie z powodów rodzinnych. Po tej informacji porozmawiałam z Wiktorią, ona opowiedziała mi o swoim życiu, a ja opowiedziałam trochę o swoim, po czym rozstałyśmy się. Postanowiłam rozwieść się z Jackiem, a kiedy przyjechał, powiedziałam mu całą prawdę, w przeciwieństwie do niego.
Powiedziałam mu, że może widywać się z dziećmi, ale do mnie ma się więcej nie zbliżać. Poradziłam mu też, żeby skończył ze swoim rozwiązłym życiem, bo nie wiadomo ile ma dzieci i ile kobiet już skrzywdził. Był wstrząśnięty, chciał mi powiedzieć prawdę, ale ja nie chciałam jej słuchać. Po rozwodzie wystąpiłam o alimenty. Widywał się z dziećmi raz w miesiącu, ale Wiktoria nie pozwalała mu spędzać czasu z córką i twierdziła, że sama sobie ze wszystkim radzi, bez jego pomocy. Często spędzałyśmy z Wiktorią czas na placu zabaw, jej córka była kopią Jacka. Naprawdę nie wiem, czego mężczyźni mają za mało, że tak bardzo potrzebują różnorodności.






