Sąsiadka mojej mamy, Paulina, ma 38 lat i dwójkę dzieci. Starsza Natalia chodzi do trzeciej klasy, a młodsza Zosia dopiero co skończyła roczek. Paulina na co dzień zajmuje się malarstwem, a jej mąż chyba pracuje na budowie albo w fabryce. Od momentu mojej wyprowadzki od mamy rzadko ich widywałam, ale ostatnio miałam okazję poznać ich z całkiem innej strony.
Moja mama jest wspaniałą osobą i ma dobre serce. Pamiętam, że zawsze częstowała dzieci sąsiadów owocami i słodkościami, tak często jak tylko ich rodzice na to pozwalali. Niedawno wybrałam się do mojej mamy na tygodniowy urlop. W tym czasie miałam okazję zaobserwować dość nietypowe zjawisko. Moja sąsiadka nagminnie wysyła swoją starszą córkę do mojej mamy z prośbą o pożyczenie czegoś. A to skończyła się sól, potem cukier, jeszcze później zabrakło im ziemniaków do obiadu, a pod wieczór mała poprosiła o chleb na kolację.
Mimo tego, że to były ostanie kromki, jakie moja mama miała w domu, oddała je dziewczynce z uśmiechem na ustach. W końcu zapytałam ją o co chodzi:
– Mamo, czy ty prowadzisz może w tajemnicy sklep spożywczy? Czemu Natka tak często tu przychodzi?
– Oj wiesz – mama się zawahała, a po chwili westchnęła – Bo Paulina ciągle ją przysyła do mnie, a sama nigdy nie przyjdzie.
– Ale to są pożyczki czy „zapominają” oddać? – zapytałam nabierając podejrzliwości.
– Nigdy nic nie oddała, no ale jak mogę odmówić dziecku. Toż to taki aniołeczek. Nie wie przecież co robi, tylko chce pomóc mamie.
Można by pomyśleć, że sąsiedzi są biedni, ale nic z tych rzeczy. Po prostu tak im było wygodniej. Ostatnio Natalia przyszła po tuzin jajek, bo mama chciała upiec ciasto. Jeśli nawet nie miała zamiaru ich oddać to czy tak trudno byłoby poczęstować moją mamę tym ciastkiem?
Pod koniec mojej wizyty przekonałam się jaki tupet ma ta kobieta. Któregoś dnia spotkałyśmy się na klatce, gdy wychodziłam na zakupy do galerii handlowej. Gdy usłyszała, dokąd idę poprosiła mnie bym kupiła łyżwy dla jej córki, a ona zwróci mi pieniądze, bo nie ma czasu tam iść. Poinformowałam ją, że ten sklep oferuje dostawę do domu, ale nie chciała z tego skorzystać, bo przecież lepiej, jeśli ja pójdę i kupię, bo wiadomo jakby to się skończyło. Gdy grzecznie odmówiłam, Paulina obraziła się na mnie. Chyba była zła, że nie dałam się naciąć jak moja mama.
Wyjeżdżając poprosiłam mamę, żeby już im nie otwierała drzwi, skoro ma problem by im odmówić. Nie jest opieką społeczną, sama też nie ma zbyt wiele pieniędzy, bo jej renta nie jest wysoka. W pierwszej kolejności ma robić zakupy sobie a nie innym. Jeśli to nie podziała, to ja będę zmuszona otworzyć im drzwi i postawić na swoim.
