Dorota zostawiła rodziców na wsi i wyjechała do miasta się kształcić. Zdobyła wykształcenie i zatrudniła się jako przedszkolanka w prywatnym przedszkolu. Podczas jej długiej nieobecności w domu, jej rodzice znacznie podupadli na zdrowiu i coraz trudniej było im funkcjonować. Jedno drugiego wspierało, ale i tak było ciężko, ponieważ jej mama miała ogromne problemy z pamięcią i zdarzało się, że wychodziła do sklepu i gubiła drogę do domu, a tata ledwo chodził i nie mógł sam robić zakupów. Na szczęście wioska nie była duża i zawsze znalazł się jakiś sąsiad, który służył pomocą. W międzyczasie, zanim z rodzicami Doroty było źle, kuzynka kobiety urodziła dziecko i została samotną matką. Dorota postanowiła jej pomóc w pierwszych miesiącach życia synka i korzystając z okresu wakacji, wprowadziła się do niej na jakiś czas. Matka kuzynki, ciotka Krystyna jakimś cudem dorobiła się ogromnych pieniędzy, a widząc z jakim zaangażowaniem Dorota zajmuje się jej wnukiem, zaproponowała jej, by podjęła się opieki nad chłopcem na cały etat, za solidne wynagrodzenie. Kobieta nie była zamężna, nie miała własnego mieszkania i nie była specjalnie związana ze swoją poprzednia pracą, więc chętnie się zgodziła.
Dorota bardzo polubiła synka swojej kuzynki, podobnie jak on ją i uwielbiali spędzać razem czas. Nikt nawet nie przypuszczał, że ulubiona ciocia spędzi z chłopcem aż 7 lat i pewnie trwałoby to dłużej, gdyby nie problemy zdrowotne rodziców Doroty. Kobieta czuła, że musi zająć się ojcem i matką, choć to wcale nie miało być łatwe zadanie. Jej mama miała już zaawansowane stadium swojej choroby i nie poznawała córki przez większość czasu, natomiast tata nie był w stanie wyjść z łóżka. Gdy Dorota przyjechała pierwszy raz po kilku latach do domu rodzinnego, zastała w nim ogromny nieporządek, który udało jej się posprzątać dopiero po dwóch tygodniach ciężkiej pracy. Miała do siebie żal, że tyle czasu jej tam nie było i nie umiała znaleźć dla siebie wytłumaczenia.
Pewnego dnia, gdy Dorota wyszła wieczorem na spacer po wsi, spotkała mężczyznę, który rozpoznał w niej swoją koleżankę ze szkoły. Oboje mieli wówczas po 44 lata. Kolega uśmiechnął się do niej i powiedział: „Dorota, ale ty jesteś piękna! Po tylu latach ledwie cię poznałem”. Stasiek to był największy klasowy łobuz, który ledwie zdał maturę i jak widać, został na wsi. Ożenił się, ale nigdy nie miał dzieci, a jego żona zmarła podczas pracy w polu 6 lat wcześniej. Odprowadził Dorotę do domu i podczas drogi opowiedział jej po krótce co robił od skończenia szkoły. Umówili się na kolejny wieczór, by powspominać stare czasy, a po tygodniu tych spotkań, mężczyzna zrozumiał, że nie ma po co zwlekać. Zapytał Dorotę czy zgodzi się za niego wyjść i poprosił, by zastanowiła się do następnego wieczora. Kobieta odpowiedziała natychmiast i zaśmiała się, mówiąc, że nie chce by on się rozmyślił. W ciągu miesiąca zorganizowali ślub i wesele, ciesząc się, że ponownie spotkali się po latach i znaleźli oparcie w sobie nawzajem, a rok po ślubie doczekali się dziecka.
