Spotkanie z Jolą pomogło jej w końcu pogodzić się ze śmiercią syna i uwolniło ją od zżerającej jej duszę nienawiści.

Marek był bardzo miłym i dobrym chłopakiem, studiował i starał się pomagać mamie, która wychowywała go sama. Ożenił się w wieku dwudziestu jeden lat ze swoją koleżanką ze studiów. Jola była piękną, zgrabną dziewczyną, która zawsze nosiła gruby, długi warkocz. Po ślubie młode małżeństwo zamieszkało z Kasią, mamą Marka, która nie miała nic przeciwko temu. Niestety nie mieszkali u niej długo. Po pół roku Jola doszła do wniosku, że Marek ją nudzi i że ona chce od życia czegoś innego. Marek kochał ją nad życie i nie mógł się pogodzić z jej decyzją, próbował ją przekonać, żeby z nim została ale niestety bez efektów. Jola przeprowadziła się z powrotem do akademika. Marek zaczął wystawać pod akademikiem, zaglądać w jej okna. Na dworze panował listopadowy ziąb. Chłopak w końcu zachorował i niestety w ciągu kilku dni zmarł.

Życie Kasi straciło sens. Odejście jedynego syna odebrało jej dosłownie oddech. Znienawidziła swoją byłą synową, uważając, że jest winna tej śmierci. Na szczęście nie spotkały się od tego czasu, chociaż miasto, w którym obie mieszkały nie było zbyt duże. Kasia jedyne pocieszenie znajdowała w murach kościoła, do którego chodziła bardzo często po pracy. Pewnego dnia zauważyła, że w kościele panuje jakieś poruszenie. Okazało się, że tego dnia ma przyjechać jakaś bogata, znana rodzina, by pochować swojego bliskiego właśnie w ich miasteczku.

Kiedy Kasia wyszła z kościoła, zauważyła parkujący właśnie, ekskluzywny samochód. Otworzyły się tylne drzwi i wysiadła z nich zadbana, ładna kobieta, uczesana w gruby warkocz. “To niemożliwe” pomyślała Kasia, “przecież to Jola!”

Kiedy ceremonia się skończyła, Kasia postanowiła podejść do kobiety i upewnić się czy to naprawdę ona. Podeszła, spojrzała jej w oczy i wypowiedziała jej imię. Chociaż przez cały czas od śmierci syna czuła do dziewczyny nienawiść, teraz, gdy stanęła przed nią, jej oczy wypełniły się łazami, przytuliła ją i pocałowała w policzek.

– Pamiętasz Marka? – zapytała cichutko Kasia.

– Oczywiście, nigdy o nim nie zapomniałam. Cały czas obwiniam się za jego śmierć. Moje życie straciło barwy. Poczucie winy mnie powoli zabija. – odpowiedziała smutno Jola.

– Kochana, nie mów tak. Twoja miłość minęła, jego nie. To nie Twoja wina. Byliście wtedy jeszcze dzieciakami. – odpowiedziała Kasia i pogłaskała Jolę po głowie. – Masz dzieci?

– Tak, dziewczynkę i chłopca. – powiedziała Jola i otarła łzy. Pocałowała byłą teściową i poszła do swojego męża.

Wieczorem, siedząc w ciepłym domu, Kasia poczuła, że jej dusza zaznała wreszcie spokoju. Spotkanie z Jolą pomogło jej w końcu pogodzić się ze śmiercią syna i uwolniło ją od zżerającej jej duszę nienawiści.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 − 4 =

Spotkanie z Jolą pomogło jej w końcu pogodzić się ze śmiercią syna i uwolniło ją od zżerającej jej duszę nienawiści.