– Wszystko będzie dobrze, nie martw się! – Spojrzałem w ogromne, przerażone oczy Laury i otworzyłem szeroko drzwi sali rozpraw.
– Nie martwię się – szepnęła Laura, popychając koła swojego wózka inwalidzkiego i wchodząc do środka, mrużąc oczy na ogromnego człowieka znajdującego się przed nią. Ten duży facet to nasz powód. Nie czekał, aż przejdziemy, tylko jako pierwszy popędził przez otwarte drzwi i usiadł z przodu sali.
No to zaczynamy.
„Otwieram posiedzenie Sądu Okręgowego w Warszawie. Sprawa dotyczy …”. Sędzia monotonnie wyrecytował obowiązkowe preludium do rozprawy.
– Powód, Kamil Lis, wniósł przeciwko pozwanej, Laurze Borysiuk, roszczenie o odszkodowanie w wysokości 30 tysięcy złotych i zadośćuczynienie za straty moralne w wysokości 100 tysięcy złotych.
– Drań, tyle wycierpiał – mruknęła pod nosem Laura.
– Panie Lis, czy podtrzymuje Pan wniosek w całości?
– Tak! W całości!
– Pani Borysiuk, czy zgadza się Pani z powodem?
– Nie, nie zgadza się – powiedziałem, podskakując.
– Pytanie nie było skierowane do prawnika, ale do pozwanej, później przedstawi Pan swoje stanowisko. Pani Lauro, proszę odpowiedzieć.
– Oczywiście nie przyznaję się do tego, co zarzuca mi ten… – Złapałem Laurę za ramię, żeby ją powstrzymać.
– Powód – sędzia poprawił słowo „gnojek”, które nie zdążyło wyjść z ust Laury.
– Tak! Ten powód… On kłamie.
– Bez obelg, proszę! – Mężczyzna podskoczył i zawisł nade mną i Laurą.
– Proszę powiedzieć pozwanej, co się stało, dlaczego żąda pan takiej kwoty od pani Borysiuk?
– Spowodowała uszkodzenia mojego samochodu. Zaparkowałem auto przed domem, a ona napisała farbą na szybie słowo INWALIDA. Wysoki Sądzie, proszę spojrzeć na zdjęcia.
Na stole leżały zdjęcia czarnego, idealnie przyciemnionego, ogromnego Lexusa, na przedniej szybie którego znajdowało się osiem ogromnych czerwonych liter.
– Musiałem wymienić szybę, bo farba zżarła fabryczną powłokę. Oto certyfikat z autoryzowanego serwisu mówiący, że nie da się tego naprawić. Tu jest paragon, koszt szyby plus robocizna. Szkło jest oryginalne, więc jest drogie.
Jeden po drugim, dokumenty zostały umieszczone na stole. Sędzia wziął je wszystkie w ręce i uważnie przestudiował.
– Skąd ta pewność, że to zrobiła pozwana? Pański samochód jest wysoki samochód, a Pani Laura jeździ na wózku, nie mogłaby tak wysoko dosięgnąć.
– To ona! Policja ją zidentyfikowała. Samochód stał obok rampy, wjechała tam i stamtąd już mogła sięgnąć. To na pewno ona, tutaj, mam zakaz zbliżania się, złożyłem na nią skargę, myślałem, że zostanie oskarżona o chuligaństwo, ale odmówili, bo mieliśmy złe relacje, jak widać. Ale ja się odwołałem! Doprowadzę do nowego wyroku! Nie można tego odpuścić.
Sędzia przestudiował orzeczenie, zmarszczył brwi.
– Mam też kamerę wideo. Mieszkam na pierwszym piętrze, a kamera patrzy prosto na samochód, więc wszystko nagrała. A ta idiotka…
– Pozwana – poprawił go sędzia.
Tak, oskarżona myślała, że nie zostanie rozpoznana, nie wiedziała o kamerze.
– Rozumiem, – sędzia odłożył papiery – a szkoda moralna, za którą Pan żąda odszkodowania?
– Za co? Cierpiałem, martwiłem się, mój samochód został uszkodzony. Ponadto moje wzrosło mi ciśnienie krwi i w ogóle. No i obraziła mnie!
– Proszę powiedzieć, w jaki sposób obraziła Pana pozwana.
– Nazwała mnie inwalidą!
– I uważa Pan, że słowo „niepełnosprawny” jest obraźliwe?
– No cóż, kiedy jest to wymalowane na samochodzie w taki sposób, to jest to obraźliwe…
– Dobrze, dziękuję, nie mam do Pana więcej pytań. Pani Borysiuk, czy na samochodzie powoda napisałam Pani słowo „Inwalida”?
– Tak – Laura spojrzała pewnie na sędziego i powoda. Podczas gdy on mówił, ona ledwo mogła się opanować, kilka razy złapałem ją za ramię, żeby powstrzymać ją przed niepotrzebnymi uwagami. Wiedziała, że nie powinna, ale pękła z oburzenia.
– Panie Sędzio!
„Wysoki sądzie” – szepnąłem jej do ucha.
– Tak, wysoki sądzie! Ten dupek!
– Powód – po raz kolejny poprawił ją sędzia.
– Tak, przepraszam, powód… on kłamie! Mieszkam w tym budynku od dziecka, mieszkanie dostałam od rodziców. Mieliśmy wypadek… oni zginęli, a ja jestem tu, na wózku.
Zawsze potem zastanawiałem się, jak powiedziała to bez wzdrygnięcia. Ani jednej łzy, ani jednej pauzy. Laura jest zawsze bardzo spokojna i pozytywna. I zawsze gotowa do pomocy, a teraz to ona potrzebowała pomocy.
– No to jedziemy – mruknął Kamil, ledwo słyszalnie.
– Nie narzekam! – Spojrzała na mężczyznę z wyzwaniem – Utrzymuję się sama, jestem księgową. Moje mieszkanie znajduje się na parterze, spółdzielnia zgodziła się na wybudowanie specjalnej rampy wprost do mieszkania, co jest to bardzo wygodne, nie przeszkadzam sąsiadom i czuję się dobrze. Mam też samochód, sama prowadzę i zawsze parkuję go obok rampy. Wszyscy sąsiedzi o tym wiedzieli, nie zajmowali mi miejsca. Od lat. Aż do tego dnia, kiedy pół roku temu ten…
– Powód – powiedział spokojnie sędzia.
– Tak, powód, kupił mieszkanie w naszym budynku i zaczął parkować swój samochód na moim miejscu.
– Gdzie jest napisane, że jest twoje? – Mężczyzna wymamrotał.
– To miejsce jest moje! Jest tuż przy rampie i nikomu tam nie przeszkadzałam. A on postanowił parkowac właśnie tam, chociaż wszyscy prosiliśmy go, żeby tego nie robił. Sąsiedzi odstąpili mu nawet miejsce nieco dalej, ale i tak parkował auto tuż przy rampie.
– Mam kamerę ustawioną w oknie, która jest skierowana na to miejsce! Kto będzie pilnował mojego samochodu w nocy, jeśli go przestawię?
– Panie Lis, udzielam Panu nagany. Nie należy przerywać pozwanemu.
Mężczyzna mamrotał coś pod nosem.
– Wspólnie z sąsiadami zebraliśmy podpisy i zgłosiliśmy wniosek o specjalne oznaczenie tego miejsca. Miesiąc temu oznaczyli miejsce i postawili znak informujący o tym, że jest to miejsce dla osób niepełnosprawnych. A on – Laura na chwilę przerwała… i myślałem, że zaraz się rozpłacze – i tak parkował tam swój samochód. Wysłałam zdjęcia na policję, ale jego to nawet nie obeszło.
– Nie rozumiem, proszę wyjaśnić. – Sędzia spojrzał na nas i powoda ze zdziwieniem.
– Wysoki sądzie – powiedziałem wstając. – Samochód jest zarejestrowany na nazwisko innego obywatela, Pawła Dudka i na niego wypisywane są mandaty. Jak rozumiem idzie to donikąd.
– To nie ma związku!. Zresztą, tu są kwity, wymieniłem szybę, niech płaci – mężczyzna wstał.
– Proszę usiąść Panie Lis. Pani Borysiuk, proszę kontynuować.
– Za każdym razem, kiedy powód parkuje na moim miejscu, ja robię zdjęcie i wysyłam na policję. A on, śmieje się z tego. Pytam go, czy się nie wstydzi, tłumaczę, że to specjalny parking dla niepełnosprawnych, a on mi powiedział: „hahaha może ja też jestem inwalidą!”. Więc nie wytrzymałam i napisałam na jego samochodzie INWALIDA. No bo kim innym mógłby być? Prawdziwy umysłowy inwalida! – Laura wybuchnęła płaczem, a ja włożyłem jej w ręce chusteczkę i wstałem.
– Wysoki Sądzie, sprzeciwiamy się oskarżeniom. Uważamy, że roszczenie to jest bezpodstawne, po pierwsze, powód nie wymieniał szyby w samochodzie.
– Chyba jakiś żart!
– Panie Lis, upominam pana! Proszę usiąść!
– Proszę spojrzeć, oto zdjęcia, które przedłożył powód w aktach sprawy, a oto zdjęcia, które Pani Laura robiła niemal codziennie. Widać, że na wszystkich zdjęciach jest rysa na prawej stronie szyby. Powiększyłem je celowo i wydrukowałem. A oto zdjęcie samochodu powoda w dniu dzisiejszym. Na szybie jest takie samo pęknięcie.
– To nie jest prawda! – Facet podskoczył i prawie krzyknął. – Oto paragon i protokół oraz wykaz prac, które miałem wykonane przy wymianie szyby. To dowody, można je potwierdzić!
Sędzia w milczeniu obejrzał zdjęcia, kwity, po czym podniósł wzrok na powoda.
– Panie Lis, czy przyjechał pan do sądu samochodem?
– Tak, ale co to ma wspólnego ze sprawą? – Cwaniak jeszcze nie rozumiał, co się stanie, ale z niepokojem patrzył na sędziego.
– Dobrze, idziemy więc! – Sędzia wstał.
– Gdzie pójdziemy? – Powód stał z otwartymi ustami.
– Chodźmy zobaczyć pański samochód. – powiedział sędzia, po czym zwrócił się do protokolantki – proszę zawołać rzeczoznawcę, żeby nam towarzyszył.
I ruszyliśmy! Przestrzegając formalności proceduralnych i postępując zgodnie z protokołem, skierowaliśmy się w stronę wyjścia z sądu. Wyszliśmy na dziedziniec, który zawsze był zapełniony samochodami. Piękny Lexus błyszczał w słońcu na swoich wypolerowanych czarnych bokach, przednia szyba odbijała niebo, ukazując głęboką rysę z boku….
Kiedy podchodziliśmy do sali rozpraw, sędzia szepnął coś do rzeczoznawcy, który skinął głową, a następnie wziął telefon i zaczął wykonywać połączenia.
Weszliśmy do środka, sesja była kontynuowana.
Pół godziny później staliśmy przed sędzią i słuchaliśmy jak odczytuje decyzję.
– W imieniu Rzeczypospolitej Polskiej sąd uznał, że roszczenia powinny zostać oddalone w całości. Od decyzji można się odwołać do sądu wyższej instancji w ciągu miesiąca. Wyrok z uzasadnieniem zostanie wydany w terminie przewidzianym przez prawo.
Po odczytaniu decyzji Sędzia wziął do ręki kolejny arkusz papieru.
– Ponadto sąd wydaje postanowienie i zwraca się do organów ścigania o przeprowadzenie kontroli, gdyż w działaniach pana Kamila Lisa są sygnały o fałszowaniu dowodów.
– Będę się skarżył! To, że jest niepełnosprawna, nie oznacza, że może robić takie rzeczy! – zatrzasnął drzwiami. Wyszliśmy za nim.
Na zewnątrz ktoś przeraźliwie krzyczał, że aż było słychać przez zamknięte okno. Zbliżyliśmy się.
– Co się stało? – zapytałem rzeczoznawcę, który patrzył znudzony przez okno na Kamila Lisa, który krzątał się po podwórku.
– Samochód został zabrany na lawecie. Parkował na miejscu dla niepełnosprawnych – Sędzia mnie poprosił, więc zadzwoniłem gdzie trzeba. Policja była w pobliżu, szybko przyjechali i zabrali samochód.
***
Wszystkie zbiegi okoliczności są przypadkowe. opowiadanie jest fikcją autora.






