Od najmłodszych lat nie planowałam zbyt wcześnie mieć dzieci, ponieważ miałam swoje ambicje i cele, a na stanowiskach pracy byłam ostrożna wobec chłopaków w tym samym wieku. Nie chciałam wychodzić za mąż i rodzić dzieci, zamieniając karierę na urlop macierzyński. Twierdziłam, że mi się to nie przydarzy. Kiedy udało mi się dostać do magazynu o modzie i współpracować z najlepszymi projektantami nie tylko w kraju ale i na świecie, nie miałam najmniejszej ochoty zmieniać tego, co miałam na pieluchy i depresję poporodową.
Do planowania macierzyństwa przeszłam dopiero, gdy skończyłam trzydzieści osiem lat. Nie miałam męża ale zawsze miałam nadmiar pracy, podobnie jak moi tymczasowi mężczyźni. Z dobrą pracą, stabilizacją i pewnością siebie, znalazłam dobrego kandydata na ojca dla dziecka, ale chodziło mi tylko i wyłącznie o poczęcie. Nie chciałam męża, chciałam dziecka. Byłam pewna, że samo dziecko mi wystarczy.
I tak urodziłam zdrowego synka, wszystko było w porządku. Mama i przyjaciele bardzo mi pomagali, wkrótce mogłam wrócić do pracy, łącząc karierę z macierzyństwem. A potem, zupełnie przypadkowo, podsłuchałam rozmowę swoich młodszych koleżanek, które mnie osądzały. I nawet nie dlatego, że postanowiłam urodzić dziecko bez wiązania się z mężczyzną ale dlatego, że postanowiłam to zrobić w tym wieku. Teraz mam prawie czterdzieści lat, ale kiedy mój syn będzie miał dziesięć lat, będę wyglądać staro i będzie musiał nazywać mnie nie „mamą”, ale babcią.
Nie rozumiem, czy naprawdę tak źle jest chcieć zostać matką później, bez poświęcania kariery i młodości?






