Przyzwyczaiłam się do skromnego życia, starałam się odkładać co miesiąc chociaż pięćset złotych z domowego budżetu, ale przy dwójce dzieci i nienajlepszych pensjach, nie zawsze się udawało. Kiedy dzieci dorosły, wciąż im z mężem pomagaliśmy, zwłaszcza na studiach, chcieliśmy, żeby skupili się na nauce, bo na zarabianie pieniędzy jeszcze mieli przed sobą całe życie. Później dołożyliśmy się do ślubu starszej córki i nasze oszczędności prawie się przez to rozeszły. Zyskaliśmy jednak wspaniałego zięcia, który nigdy jeszcze nie odmówił nam pomocy i nie mogliśmy powiedzieć na niego złego słowa.
Później nasz syn powiedział, że spotyka się z dziewczyną od dłuższego czasu, ale na razie nie chciał nam jej przedstawić. Widziałam tylko jakieś jej zdjęcia na mediach społecznościowych syna. Miałam nadzieję, że uda mi się znaleźć z nią wspólny język, nie chciałam, by całkiem zabrała mi syna, gdy się nie dogadamy. Niepokoiło mnie, że pod wpływem zdjęć miałam w ogóle takie myśli, starałam się je odpędzić. Ale po kilku dniach przyjechała do mnie córka i powiedziała, że musimy koniecznie porozmawiać.
– Mamo, poznałam ostatnio tę Gabrysię od Janka, nie spodoba ci się!
– Czemu tak uważasz? – zapytałam.
– Lubi rządzić i ma maniery córeczki bogatego tatusia. Wyobraź sobie, że doprowadziła do zwolnienia kelnerki, która podała jej złe wino do obiadu w restauracji.
– Może tak to robią bogacze, nie wiem. Ale szkoda kelnerki. Myślę jednak, że nie wpłynie to na naszą rodzinę.
– To może nie, ale martwię się, że Janek nie sprosta jej oczekiwaniom. Opowiadała mi, że na wakacje jeździ dwa razy w roku, raz gdzieś do Europy na kilka dni, a potem na dwa tygodnie do jakiegoś egzotycznego kraju. Oczywiście lata tylko klasą biznesową. Przecież ta dziewczyna nie pasuje do Janka! – martwiła się moja córka.
Klaudia miała rację, Janek będzie musiał na to wszystko pracować. A co się stanie jak nie da rady jej zadowolić? A co, jeśli ja nie pasuję do jej świata i nie będzie chciała spędzać z nami świąt? Tak się jej bałam, że odwlekałam moment zapoznania, dowiadywałam się sporo o niej od syna, który czasem do mnie dzwonił. Gabrysia jest jedynaczką, jej ojciec prowadzi bardzo dochodową firmę, którą ona miała przejąć za kilka lat. Teraz kończyła drugi kierunek studiów, by przygotować się do tego zadania. Ma już własne mieszkanie i auto klasy premium. Mój syn nie mieszkał z nią, bo ceniła sobie komfort i możliwość spędzania czasu tylko ze sobą. Ponoć po ślubie miało się to zmienić i Janek miał się do niej wprowadzić. Tak czule o niej opowiadał, że nie trudno było zauważyć jaki był zakochany, ale pod skórą wiedziałam, że z Gabrysią nie będzie szczęśliwy. Ślub zbliżał się wielkimi krokami, a ja miałam nadzieję, że Opatrzność czuwa nad moim Jankiem i ta kobieta nie zostanie jego żoną.
Na pierwszym spotkaniu, moja przyszła synowa podała mi kartkę z rozpiską kosztów ślubu i przyjęcia, a w kółko zakreśliła pokaźną sumę, którą mieliśmy pokryć z mężem. Już wtedy wiedziałam, że będę musiała wziąć pożyczkę, bo nie dysponowałam takim budżetem. Nie chciałam zawstydzić Janka, więc się nie odezwałam. Później Gabrysia podała mi kolejną kartkę, tym razem listę prezentów, których oczekiwała od naszej rodziny. Były tam dokładne opisy, kwoty i adresy sklepów, gdzie należy szukać tych przedmiotów. Po raz kolejny się uśmiechnęłam i powiedziałam, że rozumiem. W rzeczywistości martwiłam się bardzo, bo nasza rodzina to biedni ludzie, nawet, gdyby chcieli się składać w kilka par na jeden prezent, to nie byłoby ich stać. Nas z resztą też.
Planowałam dać młodym pieniądze, tyle samo, ile daliśmy Klaudii w zeszłym roku. To były całe nasze oszczędności, a musieliśmy jeszcze wziąć kredyt na pokrycie części kosztów wesela. Listą życzeń nie zamierzałam się przejmować, najtańszy prezent kosztował 5 tysięcy złotych… Ta dziewczyna się urwała z księżyca, przecież wiedziała za kogo wychodzi. Jeszcze kilka dni wcześniej odwołała nasze spotkanie, gdy była pod samym domem, gdyż stwierdziła, że miejsce znacznie odbiega od jej standardów. Syn mówił, że nie chciała źle, ale niestety, ja się poczułam urażona. Wciąż chciałam mieć z nią dobre relacje i uszanować wybór syna, ale nie miałam zamiaru zmuszać rodziny, by tańczyli, jak im zagra przyszła żona Janka.
W dniu ślubu Gabrysia zrobiła awanturę, widząc, że nasza rodzina nie przyniosła odpowiednich prezentów. Zażądała zwrotu tego wszystkiego i przyniesienia czegoś z jej listy. Wstydziłam się przed całą rodziną, ale nie zrobiłam tego, co chciała. Omówiłam to na boku z synem, któremu również było wstyd. Nie umiem znaleźć porozumienia z synową, należymy do zupełnie innych światów. Mój syn teraz dobrze zarabia i może się odnajdzie w jej rzeczywistości, ale ja nie wiem jak to zrobić. Myślicie, że kiedykolwiek się dogadamy?
