Synowa wymyśla choroby wnuka, żeby nie wracać do pracy.

– Widzisz Marysiu, moja synowa nawet nie myśli o powrocie do pracy. Cały czas zasłania się chorobą wnuka. Nie może wychodzić na dwór, bo łapie jakieś przeziębienia, ale przecież wszystkie dzieci chorują i nikt nie robi z tego powodu tragedii. Nie rozumiem jej zachowania. – sąsiadka nie kryła swego oburzenia.
– Może z tą chorobą to prawda. Widzisz syn Kowalskich jest chory, nie wiem dokładnie co mu jest, ale Krysia nie pracuje i cały czas nim się zajmuje – odpowiedziałam.
– Nie, to nie to samo, syn Krysi, z tego co wiem ma poważne problemy zdrowotne, a Kajtek normalnie wychodzi na dwór, nie musi po całych dniach siedzieć w domu. Wiadomo, zdarza się, że zachoruje, ale nie sądzę, żeby chorował częściej niż inne dzieci w jego wieku. A Aldona nie dość, że nie pracuje, to jeszcze ma pretensje do mojego syna, że za mało zarabia – załamuje ręce kobieta.

Aldona, synowa sąsiadki ma 35 lat i jest matką dwójki dzieci. Starsza, Nikola ma 10 lat, a młodszy Kajetan – 6. Mieszkają w dwupokojowym mieszkaniu, na które zaciągnęli kredyt. Wszystkie opłaty, bieżące zakupy robione są z pieniędzy które zarobi Norbert – syn sąsiadki.
Po ślubie Aldona pracowała jako grafik komputerowy i dobrze zarabiała, ale szybko zaszła w ciążę i poszła na urlop macierzyński.
– Pamiętasz? Gdy urodziła się Nikola, Aldona szybko wróciła do pracy, choć wnuczka nie chorowała wcale mniej niż teraz Kajtuś. Dlaczego teraz nie może zrobić tak samo? Przecież wie, że w razie konieczności zawsze może liczyć na pomoc moją lub swojej matki. Już nawet Norbert pytał ją parę razy, kiedy zamierza wrócić do pracy, ale ona ciągle jedno i to samo, że musi zajmować się Kajtkiem, bo jest chorowity. – kontynuowała sąsiadka.
Nic nie mówiłam, po prostu dawałam się jej wygadać, a sąsiadka ciągnęła dalej.

– Oni tak często się kłócą o pieniądze, widzisz kredyt, dzieci, opłaty I żywność. Żeby wiązać koniec z końcem muszą oszczędzać, a to mojej synowej nie bardzo się podoba.
– A może po prostu nie ma pracy, przecież jest spore bezrobocie – nieśmiało zasugerowałam.
– A gdzież tam nie ma, ostatnio sama jej znosiłam propozycję pracy. Znajoma, mojej znajomej ma niewielka drukarnię i właśnie szukali kogoś do projektowania wizytówek, winietek, zaproszeń ślubnych. Mogłaby projektować w domu, a zawsze coś by zarobiła. Choć z tego co mówiła moja znajoma to proponowali całkiem dobre pieniądze. I wiesz co mi na tą ofertę odpowiedziała? „Jak mój syn podrośnie to sama sobie znajdę pracę.” -Marysiu! Kajtek ma już 6 lat, to duży chłopak i ja z chęcią się nim zajmę. Ale synowa ciągle nie i nie. Ona uważa, że to Norbert ma obowiązek utrzymać rodzinę i to on powinien poszukać dodatkowej pracy. A przecież on i tak pracuje już w nawet w weekendy i bierze nadgodziny. Wypruwa sobie żyły, a pieniędzy i tak nie zawsze starcza. – sąsiadka była coraz bardziej rozgoryczona.

– A co na to twój syn? – zapytałam

– No cóż, w sumie to on niewiele może, jak coś zacznie mówić to synowa zaraz go zakrzyczy, jaka to ona jest zmęczona pracą przy dwójce dzieci, że na nic nie ma już siły, a on jej głowę zawraca powrotem do pracy.
A prawda jest taka, że to mój syn jest wykończony i wygląda jak wrak człowieka, a moja synowa jest po prostu leniwa.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

piętnaście − dziewięć =

Synowa wymyśla choroby wnuka, żeby nie wracać do pracy.