– Śniadanie gotowe. Wstawaj, umyj się, a ja jeszcze szybko pójdę do sklepu. Weronika! Wstawaj! – powiedział mąż i rozsunął zasłony.
Weronika Domańska zamruczała nerwowo. Wigor męża zaczął ją dobijać. Zmrużyła oczy przez rażące słońce, zarzuciła szlafrok i wyszła z pokoju. Na stole stał stos naleśników i świeżo parzona kawy.
Nie chciała dziś nigdzie iść, ale jej mąż Grzegorz planował podróż do kraju. Dwa lata temu mąż został emerytem. Na początku miał jeszcze jakąś dodatkową pracę, ale potem porzucił to zajęcie. Był już tak zmęczony pracą umysłową, że postanowił oddać się całkowicie zasłużonemu odpoczynkowi.
Od tego czasu jego pasją stała się działka – spędzał tam dzień, a niejednokrotnie także i noc. Zaczął sadzić różne kwiaty, owoce, warzywa. Początkowo Weronika cieszyła się, że jej mąż czymś się zajął i myślała, że trochę pokopie w ziemi, pobawi się w ogrodnika, a potem się uspokoi. Nawet nie podejrzewała, że mąż już nie będzie chciał pracować zawodowo. On jednak stwierdził, że pora pomyśleć o sobie i o swoim zdrowiu. Niezależnie od tego, czy w tym ma pomóc mu sadzenie nowych kwiatów i podlewanie ogórków, chociaż naprawdę to lubił. Potem ze swoich zbiorów robił różne domowe przetwory, którymi rozpieszczał bliskich.
Mężczyzna jednak chciał, aby Weronika także dzieliła jego pasję, chociaż jej wyjazd na działkę kojarzył się z odpoczynkiem, a nie pracą przy grządkach. Po prostu nie lubiła tego robić.
Dziś mąż nakazała, aby razem pojechali na działkę. Podczas gdy jego żona zastanawiała się nad swoim marnym życiem, Henryk wrócił już ze sklepu. Wlał śmietanę do kawy i podsunął żonie – wiedział, że taką lubi. Mężczyzna postanowił zrobić coś dla niej miłego, aby ta mniej marudziła.
– Może znajdziesz pracę? Nie na pełen etat, ale jakąś dorywczą… Będziesz miał co robić – powiedziała Weronika.
– Weronisiu, ale czy brakuje nam pieniędzy? – był zaskoczony.
– No cóż, nie możemy sobie pozwolić na to, co kiedyś…
– Wolę chodzić w tym samym płaszczu przez lata, niż znowu zabijać się o jakieś grosze. Wiek już na to mi nie pozwala!
– A czy moje lata pozwalają mi to, by pielić grządki albo pracować? Świetnie to wymyśliłeś!
– A czy ja Cię zmuszam do pracy? Sama chcesz do niej chodzić, aby być wśród ludzi.
– Po prostu pieniądze nie rosną na drzewach i za tak marne dwie emerytury byśmy nie przeżyli. Samochód trzeba naprawić, a za co? Płytki już bym wymieniła na balkonie…
Masz obsesję na punkcie swojej działki, nic poza tym Cię nie interesuje. Żebyś jeszcze coś z tego miał niesamowitego, a wszystko to, co uprawiasz, to można kupić w sklepie!
– Jaka Ty jesteś! W końcu na starość chcę żyć dla siebie, żeby cieszyć się życiem, rozumiesz?
– Aha, czyli to oznacza, że Ty masz się cieszyć życiem, a ja mam być odpowiedzialna za naszą rodzinę?
– Zapomniałaś już, jak do emerytury pracowałem na dwóch etatach? Wtedy Ty byłaś zajęta rozwojem duchowym! Książki czytałaś wieczorami, kiedy ja szedłem z pracy w księgowości do pracy na ochronie. A Ty co, pracujesz w jednej pracy i czujesz się poszkodowana?
W pokoju zapanowała cisza, a małżonkowie obrazili się na siebie. Dotarli na działkę bez słowa. Henryk natychmiast zaczęła sadzić pomidory, a Weronika natychmiast położyła się na trawie.
– A co! Mam w końcu wolne! Jutro do pracy!
Przez cały dzień zastanawiała się, jak przekonać męża do powrotu do pracy, a Henryk zastanawiałasię nad swoim, zirytowany obojętną postacią żony. Tylko jak znaleźć kompromis?
Czy uważasz, że osoby na emeryturze powinny sobie dorabiać? Czy człowiek nie zasłużył na odpoczynek? Kiedy więc odpoczywać i żyć dla siebie? Co byś zrobił na miejscu Henryka?
