Teściowa i szwagierka chciały zburzyć moje szczęście. Dobrze, że babcia męża wyciągnęła do mnie pomocną dłoń.

Sebastiana poznałam w pracy, trzy lata temu. Uwielbiałam sposób, w jaki na mnie patrzył, to jak o mnie dbał i jak mnie uwodził. Po roku zgodziłam się zostać jego żoną, a dziś jesteśmy już małżeństwem. Przed ołtarzem byłam już w ciąży, ale w niczym to nie przeszkadzało, bo przecież się kochaliśmy, dziecko tylko nieznacznie przyspieszyło nasze plany. Nie mieliśmy pieniędzy na huczne świętowanie, to był skromny i romantyczny ślub w górach, tylko my, świadkowie i ksiądz, żadnego wesela. Przed ślubem żyliśmy tak intensywnie, że nie zdążyliśmy poznać naszych teściów. Moi rodzice od lat mieszkają za granicą i nie mam z nimi dobrej relacji, więc nie spieszyło mi się, by przedstawić im Sebastiana. Do rodziców męża pojechaliśmy, gdy tylko wróciliśmy z podróży poślubnej. Załatwiliśmy sobie możliwość pracy zdalnej przez kolejne kilka miesięcy, ja miałam w planach urlop macierzyński, a Sebastian miał kontynuować pracę zdalną dopóki ja nie wrócę do biura. Uznaliśmy, że idealnym rozwiązaniem będzie zamieszkanie w domu rodzinnym Sebastiana, gdzie uzyskalibyśmy wsparcie w wychowaniu dziecka. Tak przynajmniej zakładaliśmy…

Pierwsze spotkanie z rodziną Sebka nie przebiegło tak, jak sobie to wymarzyliśmy. Moja teściowa była obrażona, że nie poinformowaliśmy jej o ślubie, a młodsza siostra Sebastiana, Klara, miała mnie za łowczynię majątku! Tylko teść wydawał się nie mieć zdania i stał z boku, nie zajmując żadnego stanowiska. Cóż, zawsze marzyłam, by zamieszkać w domu z ogrodem, razem z rodziną, ale niezupełnie chodziło mi o mieszkanie z ludźmi, którzy mnie nie tolerują. Z Sebastianem zajęliśmy piętro domu, które stanowiło tak naprawdę osobne mieszkanie, więc z jego rodziną widywaliśmy się niezwykle rzadko. Mimo to, ciągle słyszałam nieprzychylne komentarze na swój temat. Teściowa twierdziła, że nie umiem gotować, bo Sebastian czasem przyjmował od niej garnek zupy, czy kilka schabowych, choć prosiłam go, żeby tego nie robił. Klara ciągle powtarzała, że na pewno złapałam męża na dziecko i czyham na jego pieniądze – których oczywiście nie miał, ale ona błędnie zakładała, że brat zarobił majątek w mieście przez ostatnie lata pracy. Biedna dziewczyna, nie ma pojęcia ile kosztuje życie na własny rachunek, przecież gdybyśmy mieli pieniądze, nie wprowadzalibyśmy się do nich na wieś.

Po trzech miesiącach wspólnego mieszkania zostałam wciągnięta w prace ogrodowe, trzeba było przed wiosną przekopać grządki pod warzywa i ogrodzić małe poletko za domem. Nikomu nie przeszkadzało, że byłam w ciąży, tłumaczenia męża, że powinnam odpoczywać nic nie dawały, a ja nie chciałam się jeszcze bardziej narażać, więc robiłam to, co mi zlecano. Potem już nawet Sebastian przytakiwał matce, kiedy kazała mi coś zrobić w ogrodzie, twierdząc, że skoro matka tak mówi, to pewnie nic mi nie będzie i mogę trochę popracować na świeżym powietrzu. Cóż, robiłam wszystko, by choć odrobinę przypodobać się teściom i szwagierce. Zaczęła zapraszać ich na obiady, ale skończyło się na tym, że teściowa pluła w serwetkę i żałowała na głos swojego syna, że musi jeść takie rzeczy i zabierała go na dół, na „prawdziwy obiad”. Oczywiście mnie nie zaprosiła nigdy. Znosiłam te obelgi i zniewagi, licząc na to, że wszyscy w końcu zrozumieją jak kocham Sebastiana, a nasze stosunki się ocieplą. Niestety, nie zmieniało się nic.

Sebastian nie rozumiał mnie i nie chciał się wyprowadzić, a ja nie mogłam już tego znieść. Na szczęście przez te kilka miesięcy złapałam bardzo dobry kontakt z jego babcią, która mieszkała po sąsiedzku. Staruszka, widząc moje cierpienie zaproponowała mi pokój u siebie w domu. Wyjaśniła mi powody zachowania teściowej i szwagierki – kobiety były zazdrosne o Sebastiana, nie chciały, by zakładał własną rodzinę, bo bały się, że przestanie im pomagać finansowo. A ojciec Sebka nigdy nie miał własnego zdania, więc nie potrafił się sprzeciwić żonie. Potrzebowałam życzliwej osoby u boku, tym bardziej, że zbliżał się termin porodu, zdecydowałam, że przyjmę propozycję i zamieszkam z babcią męża. Miałam nadzieję, że Sebastian się opamięta i do mnie dołączy. Jednak zamieszkaliśmy razem dopiero po porodzie, wróciliśmy do miasta i nie komunikujemy się z rodziną męża. Utrzymujemy kontakt tylko z babcią, która wciąż jest dla mnie ogromnym wsparciem. Sebastian przejrzał na oczy i dostrzegł, że matka i siostra sabotują jego szczęście.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × dwa =

Teściowa i szwagierka chciały zburzyć moje szczęście. Dobrze, że babcia męża wyciągnęła do mnie pomocną dłoń.