Z moją teściową bardzo trudno jest się porozumieć, i ciężko jest ją do czegokolwiek przekonać. Ona nigdy nie zmienia swojego zdania. Codziennie przychodzi do naszego domu z nowymi skarpetkami i daje je mojemu mężowi. Kupuje je gdzieś na rynku, pewnie za grosze, bo ich jakość jest fatalna. A kiedy mówimy jej, że nie powinna kupować takich tanich rzeczy, to się złości i zaczyna na nas warczeć.
Ostatnio przyszła i zaczęła mi ubliżać z powodu mojego makijażu. Powiedziała, że potrzebuję tylko kremu nawilżającego do twarzy i to wszystko. I że wystarczy, że obetnę włosy, a nie będę o nie dbać. Nie potrzebuję też tylu maseczek i tak dalej. Nawet owoców nie możemy kupić! Mamy działkę, możemy przynosić stamtąd jabłka i gruszki. Pieniądze trzeba przecież oszczędzać…
Jej zdaniem wszystko robię źle. Samo słuchanie jest dla mnie ciężkie i psuje mi humor na kilka dni. Trudno jest dać jej prezent. Jeśli prezent jest drogi, to ona może o nim mówić przez rok i go wspominać, że wydaliśmy tyle pieniędzy. Trzy lata temu kupiliśmy jej nową kosiarkę do trawy, bo jej podkaszarka się zestarzała. Wciąż o tym mówi. Mówi, że wydaliśmy z mężem dużo pieniędzy, a nie musieliśmy. O to też często kłócimy się z mężem. Ja nalegałam na prezent, ale on powiedział, że teściowa będzie zła. Miał rację.
Nie mówię już o ubraniach. Ona nie musi nic kupować: nosi rzeczy z czasów prehistorycznych. Kiedyś kupiłam dla niej płaszcz, kłamiąc, że dała mi go koleżanka. Z nią inaczej się nie da.
