Dwa miesiące temu pękła rura w naszym mieszkaniu, gdy byliśmy w pracy. Na szczęście mieszkamy na parterze i nikogo nie zalaliśmy, ale straty i tak są spore. Teściowa zaproponowała, żebyśmy się u niej zatrzymali na czas remontu i w zasadzie spadła nam jak z nieba, bo zupełnie nie wiedzieliśmy gdzie się podziać. Początkowo mieszkanie z matką Pawła było bardzo komfortowe, nie miałam na co narzekać – po pracy mieliśmy gotowy obiad, a dzieci miały pomoc w odrabianiu lekcji. Praktycznie nic nie musieliśmy robić, więc w ramach wdzięczności pokrywaliśmy wszystkie rachunki i robiliśmy zakupy. Można powiedzieć, że sytuacja idealna. Jednak nie mogło być tak pięknie cały czas…
W zeszłym tygodniu zapytałam teściowej czy mogę zorganizować niewielkie przyjęcie z okazji urodzin syna. Zgodziła się, po czym ustaliłam z nią, że zaproszę tylko najbliższą rodzinę, żeby nie było wiele szykowania ani sprzątania po wszystkim. Mieli przyjść moi rodzice i brat z żoną oraz siostra Pawła z mężem i córką. Łącznie siedmiu gości i nasza piątka. Dopiero w dniu urodzin syna, gdy rozstawiałam nakrycia na stole, teściowa poinformowała mnie, ze powinnam dołożyć 3 talerze, bo zaprosiła swoich znajomych. Zaniemówiłam! Nie zaprosiłam nawet własnych znajomych, bo chciałam zorganizować jak najmniejsze przyjęcie, a ona wymyśliła coś takiego! Oczywiście zauważyła moje zdenerwowanie i dodała, żebym się nie martwiła, bo jej przyjaciele to bardzo fajni ludzie. Do dziś jestem wściekła za to na teściową, cieszę się, że już jutro wracamy do własnego mieszkania.
