Teściowie naszego syna nie chcą ingerować w jego małżeństwo. Ale czy to na pewno słuszne podejście?

Mój syn wziął ślub kilka lat temu. Bardzo lubię moją synową, ale nie jestem zadowolona z teściów Karola. Wspólnie z mężem staramy się pomagać dzieciom jak tylko możemy, nie tylko finansowo. Natomiast rodzice Tereski zachowują się tak, jakby ich to wcale nie obchodziło i odkąd pamiętam, nic im nie odpowiada, w niczym nie wspierają córki i jej rodziny, mają ich po prostu gdzieś! Na samym początku, kiedy młodzi nie byli jeszcze małżeństwem i nie mieli pojęcia gdzie zamieszkają po ślubie, rodzice Teresy robili wszystko, żeby nie wybrali ich domu. Pamiętam jak Danka wymyślała jakieś dziwne argumenty, mające na celu zniechęcenie mojego syna do zamieszkania z nimi. Nawet ja czułam, że nie jest u nich mile widziany i było mi przykro. Razem z mężem postanowiliśmy, że sprzedamy nasze mieszkanie i działkę, a potem kupiliśmy dwie kawalerki, dla siebie i dzieci. Nie mieliśmy wyjścia, bo Karola nie było stać na taki wydatek. Niestety, ale teściowie syna nie dołożyli nawet złotówki, choć nie należą do najbiedniejszych.

Karol podrzuca nam czasem synka, 4-letniego Szymonka, którym chętnie się zajmujemy, a młodzi mogą wtedy zająć się sobą, załatwić jakieś sprawy urzędowe albo zwyczajnie odpocząć. Lubię czas spędzony z wnukiem, często odbieram go z przedszkola i odwożę do domu, kiedy Karol wróci już z pracy. Wiem, jak potrzebna jest babcia w takich sytuacjach i chętnie wspieram syna i synową. Oczywiście teściowie Karola ani razu nie zainteresowali się Szymonem, ale od pierwszego spotkania z nimi wiedziałam, że to nieczuli ludzie. Miałam jednak nadzieję, że nowy członek rodziny zmiękczy ich serca choć odrobinę.

Pamiętam, że przed samym ślubem dzieci, kiedy próbowałam wspólnie z rodzicami Teresy ustalić jak moglibyśmy pomóc naszym dzieciom na nowej drodze życia, oni nie byli nawet zainteresowani taką rozmową – zbyli mnie twierdząc, że nie opłaca się marnować pieniędzy ani czasu, bo nie wiadomo czy za chwilę nie będzie rozwodu. Przytoczyli jakieś statystyki dotyczące rozpadu młodych małżeństw i ostatecznie wszystko musiałam organizować tylko z mężem. I wyobraźcie sobie, że ci skąpcy przekazali w prezencie ślubnym 200 złotych! To aż wstyd! My z mężem poświęciliśmy dorobek naszego życia, by ułatwić młodym start, sprzedając własne ogromne mieszkanie. A kawalerka, którą podarowaliśmy dzieciom okazała się za mała, kiedy urodził się Szymonek. Przykro mi, że ludzie, którzy mieszkają w wielkim domu z ogrodem, nie znaleźli u siebie miejsca dla córki, jej męża i dziecka. Nas nie stać, by dołożyć kolejne pieniądze na zakup większego mieszkania dla Karola i Teresy.

Zapytałam kiedyś synową, dlaczego jej rodzice nie chcą pomóc, ale ona tylko wzruszała ramionami i mówiła, że nie będzie ich o nic prosić, skoro sami nie wyrażają chęci pomocy. Nas oczywiście nikt otwarcie nie prosił o udzielenie wsparcia, ale widzę, że Teresa przyzwyczaiła się do podrzucania nam Szymona i wyciągania od nas pieniędzy. Dlaczego nie może znaleźć sobie lepiej płatnej pracy? Pomogliśmy im z własnej woli, ale nie chcemy czuć się zmuszani do opieki nad wnukiem ani tym bardziej, do dokładania pieniędzy do ich budżetu. Najgorsze jest to, że nawet Karol stoi po stronie żony i uważa, że jeśli teściowie nie chcą pomagać, to trzeba się z tym pogodzić. Jestem rozdarta, bo widzę, że dzieci nie do końca sobie radzą finansowo, a z drugiej strony widzę rodziców Teresy, którzy latają na zagraniczne wakacje, a żałują pieniędzy własnej córce… Ale ktoś musi pomagać rodzinie mojego syna.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 + szesnaście =

Teściowie naszego syna nie chcą ingerować w jego małżeństwo. Ale czy to na pewno słuszne podejście?