Mam duże problemy w pracy, brakuje mi pieniędzy na życie. I wtedy pojawia się ta miła konduktorka. Nie kupiłam biletu i dostałam kosztowny mandat. W takim podłym nastroju szłam do domu i nagle zobaczyłam wysoką, szczupłą blondynkę, która szła w moją stronę. Była ubrana ekskluzywnie i luksusowo. Jej włosy powiewały na wietrze, a do jej jaskrawożółtego płaszcza przyczepił się mały wychudzony kotek. Mały kociak zawładnął jej płaszczem i wczepił się w niego pazurami.
Kobieta szła, promieniejąc szczęściem. Głaskała kotka, mówiła do niego. W tym momencie minęłyśmy się. Zauważyła moje intensywne spojrzenie.
– Widzisz, ktoś wyrzucił to maleństwo do kosza! Miałam takiego kotka, gdy byłam dzieckiem i nie mogłam się oprzeć, żeby go nie przygarnąć! Biedne maleństwo! Nie oddam cię nikomu.
I dalej szła, mówiąc do kociaka. Na chwilę zapomniałam o wszystkich swoich problemach. Zazwyczaj takie panie w tak drogich sukniach wybierają rodowodowe koty albo małe, rozwydrzone psy kieszonkowe. A tu przychodzi dama i przynosi do domu kociaka ze śmietnika. Rozniósł jej sierść na całej długości płaszcza, ręce miała całe brudne, a ona po prostu promieniała ze szczęścia. Cieszyła się jak mała dziewczynka, szczerze mówiąc!
Dopóki istnieją tacy ludzie, świat nie jest nudny i wszystko w tym życiu jest możliwe. Poczułam ciepło i szczęście w sercu. Może nie jestem pozbawiona nadziei? I wszystko będzie dobrze?
