Uśmiecham się do siebie na myśl, że przyczyniłam się do uratowania małżeństwa mojego syna.

Od siedemnastu lat jestem babcią i od tamtej pory rozpieszczam moje wnuki. Syna wychowałam samotnie, ponieważ jego ojciec nie podołał trudom rodzicielstwa i zostawił nas, gdy tylko Jarek się urodził i płakał nocami. Było mi ciężko pogodzić wychowanie dziecka z pracą zarobkową, ale na szczęście miałam wsparcie w mojej mamie, która bardzo chętnie przejęła część moich domowych obowiązków, a czasem brała do siebie wnuka na cały tydzień, bym mogła zostać w pracy po godzinach i więcej zarobić. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna i nie wiem co by z nami było, gdyby nie ona.

W pewnym momencie mojego życia zaczęłam naprawdę dobrze zarabiać, Jarek był wtedy uczniem szkoły podstawowej i świetnie się uczył. Na studiach poznał Dankę, bardzo miłą dziewczynę, z którą polubiłam się od pierwszego spotkania. Ich małżeństwo było bardzo udane, doczekali się dwójki dzieci i zakupili własne mieszkanie. Moje wnuki obecnie kończą szkołę średnią i przymierzają się do wyboru przyszłych studiów, a mimo iż są prawie dorośli, wciąż mamy dobry kontakt.

Niedawno odwiedziłam ich, korzystając z zaproszenia na obiad i po drodze wstąpiłam jeszcze do cukierni po coś pysznego do poobiedniej kawy. Kiedy zapukałam do drzwi, w progu pojawiły się moje wnuki i wyściskały mnie tak, jakbyśmy się nie widzieli latami, a przecież przychodziłam do nich kilka razy w miesiącu. Po obiedzie pomogłam synowej posprzątać ze stołu i wspólnie przygotowałyśmy kawę. Patrzyłam na jej uśmiech i przypomniało mi się jak kilka lat wcześniej mój syn rozpłakał mi się w ramionach i wyznał, że chce zostawić rodzinę z powodu kilku nieporozumień z żoną.

Uspokoiłam wtedy Jarka i przypomniałam mu jak ciężko nam było, gdy był dzieckiem. Prosiłam, by zastanowił się jeszcze i nie podejmował pochopnych decyzji, ale obiecałam mu, że jakąkolwiek decyzję podejmie, będę go wspierać. Ostatecznie nie złożył pozwu rozwodowego, ale zabrał żonę na terapię par, gdzie dokładnie omówili swoje racje i doszli do porozumienia. Moja synowa po jakimś czasie dowiedziała się, że to ja podsunęłam pomysł z terapią i jest mi ogromnie wdzięczna za uratowanie małżeństwa.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × jeden =

Uśmiecham się do siebie na myśl, że przyczyniłam się do uratowania małżeństwa mojego syna.