W końcu ją zostawił. Teraz jest tylko mój – cieszyła się Iza. Czekała ją jednak niespodzianka.
Iza stała na balkonie i czekała na Bartka. Powiedział, że będzie u niej za godzinę, jednak sporo się już spóźniał. To do niego niepodobne, bo zawsze był bardzo punktualny. Bartek był też pedantem. Matka Izy mówiła o chłopaku córki: „To nudziarz. Odpuść go sobie, z nim nie będziesz szczęśliwa. On nigdy nie zostawi swojej żony. Minęło już osiem lat, a on dalej wodzi cię za nos. Twój Bartuś dobrze się urządził. Wiem, że go kochasz, ale uwierz mi, to nie ma sensu.” Matka Izy nie doczekała rozwodu kochanka córki. Zmarła, pozostawiając Izie luksusowe mieszkanie.
Iza, po śmierci matki wprowadziła się do jej mieszkania, a swoje wynajęła. Bartek pomagał Izie przy remoncie. Była mu bardzo wdzięczna, jednak zaczynała czuć, że jej mama miała rację co do kochanka.
Kiedy Bartek przyszedł do niej w odwiedziny, przywitała go chłodno, a raczej starała się udawać obojętność. „No, Izuś, co cię znowu ugryzło?” – „Myśl o twojej żonie gryzie mnie każdego dnia. Bartek, to już dziewięć lat, jak na ciebie czekam, a ty tylko obiecujesz, że się rozwiedziesz. Jestem już zmęczona czekaniem. Kocham cię, chcę już być z tobą zawsze!” – Iza, wiesz, że to nie jest odpowiedni czas. Daję ci moje słowo, że to kwestia kilku miesięcy. Później czeka nas wspaniałe wesele. Kocham cię Izuś.”
Iza znów uwierzyła w słowa kochanka. Minęło kilka kolejnych miesięcy, ale Bartek nie zamierzał opuszczać żony. Akurat jego syn przeżywał trudny czas, bo przyszła żona zdradziła go dzień przed ślubem. Kochanek miał kolejną wymówkę, żeby odłożyć odejście od żony.
Iza stała na balkonie, czekając na Bartka. Gdy wysiadł z samochodu, zaczął wyciągać jakieś duże torby z przedniego siedzenia. Iza poczuła iskierkę nadziei. „W końcu ją zostawił i nareszcie jest cały mój – cieszyła się Iza. Obserwowała kochanka uważnie. Wziął torby z siedzenia i włożył je do bagażnika.
Przyszedł do mieszkania Izy z pustymi rękami. Od progu krzyknął: „Przepraszam, że tak późno, ale latałem dziś po wszystkich sklepach, żeby znaleźć kiełki rzodkiewki na sałatkę. Żona czasami prosi mnie o kupienie rzeczy, których znalezienie zajmuje pół dnia” – „Mama miała rację!”- wrzasnęła Iza – „Nie rozumiem. O czym ty mówisz, Izuś?” –„Wynoś się, nie chcę cię widzieć, ty oszuście. Nie waż się nigdy więcej do mnie dzwonić. Nie kocham cię! Nie zasługujesz na mnie!” Bartek wyszedł, a Iza stała na balkonie i żałowała tylko jednego: powinna była zakończyć to zdecydowanie wcześniej.
