W mojej rodzinie wszystkie kobiety wyróżniały się pełnymi kształtami. Mama zawsze mówiła, że nie da się uciec od genetyki; mamy grube kości, nic z tym nie możemy zrobić, żeby nie wiem co! W rzeczywistości były to ciasta, czekolady, napoje gazowane, smażone potrawy, bułki, pączki, pierogi i schabowe – ulubione jedzenie naszej rodziny. I już jako nastolatka, kiedy moje ciało zaczęło się zmieniać, zrozumiałam, że trzeba coś z tym zrobić. Chciałam coś zmienić, jeść więcej warzyw, zrezygnować z niektórych produktów, ale zamiast wsparcia ciągle słyszałam od mamy tą samą śpiewkę:
– „Jedz to, co gotuję. Co znowu za głupie pomysły pojawiły się w Twojej głowie? Nie wybrzydzaj, jaki przykład dajesz młodszej siostrze. Trawę to krowy jedzą, to jest normalne jedzenie. Albo to zjesz, albo będziesz głodna chodziła.”
Moja siostra jest 5 lat młodsza, ale nie można tego rozpoznać po jej wyglądzie. Jest dużo większa ode mnie.
Udało mi się schudnąć dopiero wtedy, gdy opuściłam dom rodziców, aby studiować w innym mieście. Zapisałam się na fitness i jednocześnie zaczęłam prawidłowo się odżywiać. Już po miesiącu widziałam pierwsze efekty, a po roku nie było śladu po „grubych kościach”.
– Głupia dziewczyno, mężczyźni to nie psy, nie polecą na kości! – powiedziała matka, gdy mnie zobaczyła.
Rzadko widywałam się z rodziną, ponieważ studiowałam i pracowałem, także w weekendy. A kiedy poznałam mojego przyszłego męża, przeprowadziliśmy się do Norwegii. Wszystko było super, problemy zaczęły się, gdy pojawiła się na świecie nasza córka. Klimat był dla niej nieodpowiedni, bo ciągle chorowała. Musieliśmy znowu się przeprowadzić, ale tym razem bez męża. Miał podpisany 3 letni kontrakt, musiał więc zostać. Bardzo chciałam zostać z mężem, ale zdrowie córki było priorytetem.
Rodzice mojego męża zaproponowali nam swoje mieszkanie, ale ja chciałam mieszkać sama, bo potrzebowałam dużej przestrzeni na dziecięce rzeczy, a dodatkowo córka była dość głośnym dzieckiem i późno zasypiała. Przeszkadzałaby dziadkom w spokojnym śnie. Grzecznie odmówiłam teściom, a mój mąż wynajął nam mieszkanie. Mieszkaliśmy w nim poł roku. Wszystko było dobrze, dopóki właściciele mieszkania nie poprosili nas o opuszczenie. Ich syn ożenił się i potrzebowali tego mieszkania dla niego.
Nie było sensu wynajmować nowego mieszkania, bo mąż miał przyjechać za dwa miesiące.
– To przyjdź do nas. Moja wnuczka i ja w końcu się poznamy! – zasugerowała mama.
Uważałam, że to była najmądrzejsza decyzja w tamtym momencie.
Zaraz po przyjeździe mama wręczyła czekoladę mojej córce. Pomyślałam: ok spokojnie, to ich pierwsze spotkanie, taki zwyczaj, że dziecku daje się coś słodkiego.
Po chwili zobaczyłam swoją siostrę, w pierwszej chwili nie poznałam jej. Nie wyglądała na kilkunastoletnią dziewczynę, ale na bardzo tęgą kobietę w średnim wieku. Sporo przytyła od mojego wyjazdu. Widziałam, że miała problem z podniesieniem się z fotela, by się ze mną przywitać.
-Wow siostra, ale z ciebie laska – powiedziała przyglądając mi się z każdej strony.
Widziałam w jej oczach wszystko: zazdrość, podziw, nadzieję i smutek. Postanowiłam później z nią porozmawiać
Zabrałam ze sobą jedzenie, które przygotowałam sobie i córce do jedzenia, aby nie musieć wracać do starych nawyków. Ale mama nie pozwalała mi wejść do kuchni.
– Jesteś w gościach, więc jesz to, co dają!
Nie chciałam z pierwszego dnia się kłócić wiec troszkę sobie nałożyłam.
Wieczorem porozmawiałam z siostrą, zapoznałam ją z prawidłowym odżywianiem i pokazałam kilka podstawowych ćwiczeń, które bez problemu może wykonywać w domu i zachęciłam do częstych spacerów.
-Moje wysiłki nie poszły na marne, tobie też się uda. Wierzę w to. Bądź silna i się nie poddawaj.
Rano siostra zrezygnowała z cukru do herbaty i boczku do jajecznicy.
– Co już żeś jej naopowiadała? Dopóki mieszka ze mną, będzie jadła to, co jej dam! Sama jedz sobie tą swoją trawę! – krzyknęła matka.
Potem wyrzuciła całe moje jedzenie z lodówki. Jej dom to jej zasady i jej jedzenie. Spakowałam swoje rzeczy i wyjechałam tego samego dnia. Nawet nie zdążyła wziąć mojej córki na spacer, ale to jej wybór. Pojechałam do teściowej i zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci. Zostaliśmy tam do powrotu mojego męża. A później kupiliśmy dom z ogrodem, w którym uprawialiśmy owoce i warzywa.
Z moją matką nie rozmawiałam od pół roku. Dalej nie mogę zrozumieć, dlaczego tak jej przeszkadza mój sposób życia? Bo chcę być zdrowa i szczupła?
Jedyną smutną rzeczą w tej historii jest to, że szkoda mi mojej siostry. Bardzo jej współczuje, ale mam nadzieję, że jak pójdzie na studia i uwolni się od mamy to też zmieni swój styl życia.
W naszej rodzinie wszystkie kobiety są przy kości. Kiedy schudłam i powiedziałam siostrze o zdrowym stylu życia, moja mama przestała się do mnie odzywać.
