Mała dziewczynka w drodze do szkoły znalazła szare kocię.
Włożyła go do plecaka i przyszła na pierwszą lekcję, a potem wraz z kilkorgiem dzieci opracowała spisek.
Zanieśli kotka do szkolnej piwnicy i stwierdzili, że będą go tam karmić, wychowywać i kochać.
Wkrótce i męska populacja klasy dołączyła do tej ważnej tajnej misji. Stali na warcie, podczas gdy inni bawili się z kotkiem.
Pani Halina, szkolna szatniarka patrzyła na nich i uśmiechała się.
– Przecież oni są tacy kochani – powiedziała przyjaciółce – nie kradną, nie palą w piwnicy, a kotka wychowają.
Wkrótce minął rok. Kotka urosła i nie wiadomo, w jaki sposób wychoudzone, drobne kociątko zamieniło się w piękną szarą kotkę.
Ilość trosk urosła wraz z kotem tym bardziej, że wkrótce okazało, kotka była w ciąży. Na przerwie opracowywano nowe plany i tajne strategie, co zrobić z kociętami.
Krótko mówiąc: urodziła pięć kociąt. Teraz już cała klasa zaangażowała się w opiekę i warty działały jak najbardziej regularnie i poprawnie. Nie bez powodu ogladali filmy szpiegowskie o agencie 007. Wszyscy po kolei przynosili jedzenie dla kociąt i ich mamy, i pewnie wszystko skończyłoby się dobrze – kocie dzieciaczki by wyrosły na zdrowe koty i poszły w świat. Niestety, wszystko przedwcześnie się skończyło.
Jedno z kociąt wyskoczył na korytarz. Kocia mama już nie była w stanie upilnować wszystkich swoich pociech, a dzieci były jak na złość na lekcji. Koci ojciec z kolei próbował uratować sytuację (już dawno dołączył do kociej gromady w piwnicy), złapał zabawnego malucha za kark i zaniósł go z powrotem do piwnicy, ale niestety… dyrektorka to zauważyła. Upuściła torebkę z zaskoczenia i natknęła się w piwnicy na całą kocią rodzinę.
Natychmiast przerwano lekcje i rozpoczęto ustalanie, kto i dlaczego coś takiego zrobił. Wszyscy uczniowie zebrali się na szkolnym boisku, a dyrektorka groziła i rzucała błyskawice spojrzeń.
Mówiła o tym, że to zakłóca proces nauczania, a poza tym naraża szkołę na brud, a dzieci na pchły. Nie pozwoli, aby winni pozostali bez kary. Ich rodzice także mają zjawić się w szkole. Nie wyglądała, jakby żartowała – nawet z tym, że uśpi wszystkie koty.
Wezwano dwóch weterynarza i hycla. Jednak kiedy dwóch zdrowych mężczyzn – jeden w białym faruchu, a drugi z przerażającym patykiem zakończony siatką – podeszło do wejścia do szkoły, cała klasa 4a rzuciła się na nich. Dzieci krzyczały i płakały.
Prosili, żeby ich nie zabierać, a tym bardziej nie zabijać kocich rodziców i ich dzieci.
Dyrektorka próbowała rozproszyć dzieci krzykami, ale wówczas dołączyła do nich klasa 8c. Słaba klasa z trójkowymi uczniami, w dodatku mających problemy z zachowaniem.
– Nie przepuszczę Was! Będziecie nieklasyfikowani! Wszyscy! – zastraszała dyrektorka.
Chłopcy i dziewczęta pobladli ze strachu, ale wciąż stali nieruchomo, blokując drogę. Byli bardzo przerażeni, ale czy można było patrzeć z boku obojętnie? Nie. Nie można!
Potem do dzieci nagle zaczęli podchodzić inni. Najpierw zrobiła to najstarsza nauczycielka, która podeszła do dzieci blokujących wejście do szkoły i stanęła obok nich. Potem hycel i weterynarz zobaczyli, że sprawa nabiera nieoczekiwanego obrotu i generalnie nie wiedząc, jak to się skończy, odwrócili się i odeszli.
Dyrektorka wciąż rzucała piorunami i obiecywała, że wszyscy tego pożałują. Dzieci były na stałej warcie, zmieniając się z uczniami klasy 8c. Dyrektorka była znana z tego, że ma trudny charakter i jest mściwa, więc to, że swoje obietnice zrealizuje, było prawie pewne.
Następnego ranka do szkoły dużym, czarnym samochodem przyjechał ktoś z Ministerstwa Edukacji.
Sądząc po tym, jak dyrektorka trząsła się witając go przed swoim gabinetem, to od niego zależało jej “być, czy nie być”.
Zamykając za sobą drzwi, mężczyzna w szarym garniturze i z dużą teczką wypełnioną dokumentami, spokojnie i uważnie wysłuchał jej zapewnień, że to się więcej nie powtórzy, koty zostaną uśpione, a wszyscy winni zostaną ukarani w najsurowszy sposób.
– W sumie tak, racja, winni zostaną ukarani, a skoro Pani nie rozumie tego, co się wydarzyło, to ja podejmę decyzję.
W tym momencie wyjął telefon z kieszeni i pokazał dyrektorce wideo na youtube, które uzyskało sto tysięcy wyświetleń i pięć tysięcy komentarzy w ciągu doby. Całą sytuację nagrywały dziec obecne przed szkołą.
– Zostaje Pani przeniesiony do innej szkoły, w dalszej dzielnicy, na razie w ramach zastępstwa. Zobaczymy, jak się Pani sprawdzi. Jeśli tam też dojdzie do czegoś podobnego, zostanie Pani zwolniona dyscyplinarnie.
– To są w końcu dzieci! – nagle krzyknął ten sam mężczynza – Czy ma Pani w ogóle serce?
Po wyjściu z gabinetu i pozostawieniu tam byłej dyrektorki, która wypiła środek uspokajający i chwyciła się za serce, mężczyzna, który pracował wcześniej przez dwadzieścia lat w zwykłej szkole, podszedł do najbliższej sali i powiedział w powietrze:
– Wartownicy, podejdźcie tu!
Zza rogu wyszedł dzieciak w wieku między 8 a 9 rokiem życia w dużej czapce i ogromnych czarnych okularach, stale spadających z nosa.
– Gdzie trzymacie kocięta? – zapytał mężczyzna w garniturze.
Dzieciak pociągnął nosem, a po złapaniu czarnych okularów spadających z nosa, powiedział żelaznym tonem:
– Za nic w świecie, nie powiem!
– Dobrze, już dobrze. Usiądźmy więc i obgadajmy nasze sprawy – powiedział mężczyzna i usiadł z chłopcem przy wolnym stole w jadalni. Otworzył dużą teczkę wypełnioną dokumentami, ale jak się okazało, nie tylko. Wyciągnął z niej trzy paczki karmy dla kotów i kilka puszek z mokrą karmą. Wyjął długopis i papier, a potem zaczął wyjąsniać, jak należy karmić kocięta.
Dzieciak z zaskoczenia upuścił czarne okulary i czapkę, a potem spojrzał na mężczyznę z podziwem.
– Mam w domu trzy koty – poinformował go mężczyzna i po pogłaskaniu chłopca po burzy rudych włosów poszedł do swojego samochodu.
A ta stara nauczycielka została mianowana nową dyrektorką – ta sama, która poparła działania swoich uczniów.
Teraz w tej szkole jest duży “kącik życia”, w którym mieszkają zwierzęta, a dzieci…
A dzieci od dzieciństwa uczą się je kochać i się nimi opiekować. Mężczyzna w szarym garniturze przysyła do nich delegacje z innych szkół, mając nadzieję, że i te dzieci nauczą się takich właściwych rzeczy.
Na razie słabo mu to idzie, ale nadzieja umiera ostatnia. Czyż nie, panie i panowie?
Na razie jest jeszcze nadzieja, że nie wszystko stracone – tak długo, jak istnieją takie dzieci i takie nauczycielki oraz tacy faceci w szarych garniturach z dużymi teczkami.






