Był to okres, kiedy w końcu po całkowitym braku pieniędzy zaczęliśmy żyć komfortowo, a nie od pierwszego do pierwszego, walcząc o przetrwanie. Nie mogę powiedzieć, że staliśmy się jakoś bardzo bogaci, ale naprawdę w końcu mogliśmy powiedzieć, że jest lepiej. Zaczęliśmy sobie pozwalać na różne rzeczy, a w jedzeniu próbować tego, co było nam do tej pory nieznane. Teraz to jest dla nas zwykłe jedzenie, ale w tamtym okresie wydawało się to nam jakimś luksusem.
Kiedyś zadzwonił do mnie przyjaciel i poprosił mnie, żebym pozwolił jego córce zatrzymać się u mnie na dwa tygodnie. Przyjeżdżała do Warszawy na przyspieszony kurs językowy, ale nie miała się akurat gdzie zatrzymać. Musiałem się na to zgodzić, ponieważ mieliśmy dosyć bliskie relacje.
Dziewczyna przyjechała. Dałem jej z żoną miejsce do spania, jedzenie, oraz robiliśmy jej wycieczki po mieście. Podczas tych spacerów zdałem sobie sprawę, że z dziewczyn przez te dwa tygodnie nie będzie łatwo. Była zszokowana cenami w mieście.
Kiedy kupowałem nam lody, studentka zapytała, czy ma mi za to oddawać, bo jeśli tak, to ona nie chce żadnych lodów. Słysząc, że ja stawiam, zrelaksowała się i zaczęła cieszyć się deserem.
– Boże, przecież te lody nie mają w sobie niczego niezwykłego! Dlaczego ich cena jest taka niebotyczna? – dziewczyna się oburzała.
Nie interesowały jej żadne zabytki i architektura miasta. Sprawdzała tylko, co ile kosztuje.
Kiedy dotarliśmy na rynek, postanowiliśmy tam zjeść obiad. Rzadko pozwalaliśmy sobie na takie wyjścia, ale chcieliśmy, aby nasz gość poczuł się wyjątkowo. Kiedy dziewczyna zobaczyła rachunek, rzuciła się na kelnera:
– Dlaczego tak drogo? Sto gramów takiego mięsa z kaczki kosztuje, jak kilka kilogramów dziczyzny, którą można kupić u mnie na wsi!
W tamtym momencie z żoną myśleliśmy, że zapadniemy się pod ziemię.
Niestety, nastroje się nam popsuły i żadne z nas nie cieszyło się posiłkiem. Postanowiliśmy później sami pójść do supermarketu, aby w końcu nie zranić psychiki dziewczyny i aby nie musiała patrzeć na te okropne ceny. Niestety i w domu znalazła coś, do czego mogła się doczepić.
Kiedy przyjechaliśmy, otworzyła lodówkę i była bardzo zaskoczona jej wnętrzem.
– Widzę, że lubicie sobie pysznie pojeść! – mruknęła.
– Tak, a co w tym złego?
– Mogę sobie tylko wyobrazić, ile na to pieniędzy wydajecie.
– Tak, tylko na to pracujemy! – uśmiechnąłem się.
Po tym zdaniu zaczęła mi robić wykład o tym, jak ważne jest oszczędzanie. Zaproponowała nam nawet przeprowadzkę do nich na wieś, ponieważ tam ceny są znacznie niższe.
Przez całe dwa tygodnie zarzucała mi rozrzutność. Kiedy odjechała, odetchnęliśmy z ulgą. Jej odejście uczcliliśmy zjedzeniem pysznej pizzy. Nie zamawialiśmy jej przy niej, aby nie zemdlała z powodu tego marnotrawstwa.
