Często sobie myślę jakie mam szczęście, że mam rodzinę. Kochamy się, szanujemy i jesteśmy dla siebie wsparciem. Niestety niedawno przeżywaliśmy gorsze chwile, co odbiło się na naszej relacji. Kiedy oboje byliśmy już zmęczeni pracą i innymi obowiązkami ponad nasze siły, usiedliśmy wspólnie na kanapie w salonie i przyznaliśmy, że jest ciężko. Ja, jako mężczyzna jakoś dawałem radę, ale widząc to zmęczenie i smutek na twarzy mojej ukochanej żony, wiedziałem, że muszę coś zrobić. Justyna od razu po ślubie starała się być dla mnie żoną idealną, nie dość, że pracowała zawodowo, to jakimś cudem codziennie ogarniała obiad, sprzątanie, pranie i zakupy, a do tego zawsze wyglądała jak milion dolarów. Utrzymywała poprzeczkę wysoko ponad dwa lata, aż do końcówki ciąży, wtedy lekko przystopowała i poszła na zwolnienie lekarskie, ale wciąż robiła w domu, co tylko mogła.
Kiedy urodził się nasz synek, Wojtuś, przyszły nowe obowiązki i mnóstwo dodatkowych zmartwień (oczywiście obok tony radości, jaką potrafi dać rodzicom dziecko) i wszystko to spadło na barki Justyny. Przez pierwsze miesiące uwijała się jak mała mróweczka, by dopiąć wszystko na ostatni guzik, a później, by dołożyć coś do rodzinnego budżetu, podjęła się dodatkowej pracy zdalnej przez kilka godzin dziennie. Tłumaczyłem jej, że nie musi tego robić i powinna więcej odpoczywać, ale ona była uparta i sumiennie wywiązywała się ze wszystkich obowiązków. Miała ambicje by być idealną żoną i matką, więc nigdy nie narzekała. Od dłuższego czasu widziałem w jej oczach zmęczenie, ale gdy pytałem czy wszystko jest w porządku, ona znajdowała w sobie siłę na szczery uśmiech i mówiła, że tak. Dopiero ostatnio, podczas naszej szczerej rozmowy, przyznała mi, że nie ma na nic siły ani czasu na odpoczynek.
Uważam, że Justyna zasługuje na to, by się zrelaksować i zapomnieć o wszystkim co nieprzyjemne, dlatego przez kolejne dni przejąłem od niej część obowiązków, na które dotychczas mi nie pozwalała, twierdząc, że doskonale radzi sobie sama, a później wpadłem na genialny pomysł. Postanowiłem zrobić jej niespodziankę i kupiłem dla naszej trójki około weekendowy wyjazd na Sycylię. Spędziliśmy tam cudowne pięć dni, podczas których zupełnie nie myśleliśmy o obowiązkach, tylko żyliśmy powolnym tempem, korzystaliśmy ze świetnej pogody i podziwialiśmy piękne widoki. Obojgu nam było tego trzeba, a i Wojtuś korzystał ze słonecznych dni. Na koniec chciałbym coś przekazać czytelnikom: drogie Panie, nie musicie same siebie obarczać wszystkimi obowiązkami ani być idealnymi pod każdym względem, by mąż docenił Was jako żonę czy matkę jego dzieci. Jeśli macie u boku dobrego męża, nigdy nie będziecie musiały niczego udowadniać – dla takiej osoby już jesteście idealne.
