Staruszka siedziała na ławce w opuszczonym parku. Podszedł do niej młody, gorliwy policjant.
– Dzień dobry. Nie może tu Pani siedzieć. Jest kwarantanna.
Staruszka westchnęła ale się nie ruszyła.
– Będę musiał wystawić Pani mandat – powiedział.
– A pisz – odpowiedziała starsza pani – proszę bardzo, nie wahaj się. To Twoja praca – uśmiechnęła się.
Teraz westchnął policjant.
– Proszę wrócić do domu, naraża Pani swoje zdrowie. Obowiązuje kwarantanna. Nie chcę Pani wypisywać mandatu, na pewno ma Pani niską emeryturę.
Starsza pani spojrzała na niego uważnie, pomyślała chwilę i w końcu otworzyła swoją małą torebkę. Było w niej mnóstwo mandatów.
– Wow, ale ich pani uzbierała – wyraził szok zdezorientowany policjant – nie rozumiem… Zamilkł.
– Co tu rozumieć, młody człowieku? Ty masz kwarantannę a ja mam wiosnę. To może być ostatnia wiosna w moim życiu – mam już sporo lat. Nie boję się śmierci ale boję się przegapić tę piękną, śpiewającą, kwitnącą wiosnę. Dlaczego miałabym siedzieć w czterech ścianach, rozmawiać z bliskimi przez ekran, oglądać niekończące się seriale, słuchać niepokojących wiadomości? A twoje kary mnie nie przerażają. Przeżyję epidemię – zapłacę, niech państwo skorzysta, może pójdą na dobry uczynek, nie przeżyję, nie ma problemu.
– Rozumiem. Tak… naprawdę, może – facet dobierał słowa – rozumiem. Ale proszę się zastanowić, jaki Pani daje przykład innym.
Staruszka się roześmiała.
– Jaki przykład? Każdy ma swój własny dialog ze śmiercią. Rozmawiam z nią od II wojny światowej. Byłam pielęgniarką. Zawsze płaczę w Dniu Zwycięstwa. Tak wielu ludzi odeszło, nie dożyło tej wiosny.
Policjant próbował oszacować, ile lat ma starsza pani – prawdopodobnie dużo. Po cichu wypisał mandat i podał go rozmówczyni. Nie patrząc wzięła go i włożyła do torebki.
– Miłej wiosny, proszę Pani – zaryzykował i ruszył dalej.
– I Tobie, młodziku, dobrej wiosny – powiedziała starsza pani i odwróciła pomarszczoną twarz ku delikatnemu kwietniowemu słońcu.
W domu wyjęła mandat. Zamiast sumy była sękata buźka narysowana ręką niedawnego ucznia. Jakaś taka dziwna moda tych młodych na głupie miny? Oglądała mandaty karne jeden po drugim. W każdym z nich zamiast kwoty kary była albo buźka albo życzenia zdrowia, a w jednym był nawet numer telefonu dziadka patrolowego. Przez trzy dni się zastanawiała – dzwonić czy nie? To trochę niezręczne. Z drugiej strony na wiosnę trudno nie myśleć o miłości…
