Wujek Grzesiek z Warszawy

Poznałem go później niż innych członków rodziny, a tata tylko mówił: „Wujek Grzesiek to prawdziwy łobuz!”. Nie jest jasne, co miał na myśli.

Ojciec miał kilku braci i oprócz tego jednego wujka z każdym z nich się znałem, ponieważ tata mnie do nich regularnie zabierał. Nie mogę powiedzieć, że jeżdżenie do nich mnie cieszyło, ponieważ musiałem wysłuchiwać nudnych rozmów dorosłych, które zwykle opierały się na narzekaniu na politykę czy zarobki. Oczywiście wujkowie byli mili i częstowali mnie cukierkami czy ciastkami, pytali mnie też, jak sobie radzę w szkole, a ja odpowiadałem. Jednak kiedy tylko nadarzyła się okazja, pytałem tatę, kiedy wrócimy do domu, bo mi się nudzi. 

Tak jak wspomniałem, długo nie znałem tylko tego jednego wujka. Poznałem go dopiero, kiedy miałem już dwanaście lat. To był ten wujek Grzesiek z Warszawy, najmłodszy brat ojca. 

Jezu, jaki on był fajny! Energicznym ruchem zakręcił mną na korytarzu i zaśmiał się. Wyglądał jak bohater z ponadczasowych komedii. Cały czas się uśmiechał, nawet jak opowiadał o pogodzie. Inni wujkowie tylko krzyczeli i narzekali, a tutaj nagle taki pogodny i radosny wujek. Rzeczywiście, łobuz!

W dodatku wyglądał najlepiej z całego swojego rodzeństwa. Oczywiście, jest jeszcze dość młody, ale miał fajną fryzurę i był także dobrze ubrany. Być może wydawał mi się także taki dlatego, ponieważ ciągle się śmiał i uśmiechał.

Nie chciałem tego wieczoru wracać do domu.

W drodze powrotnej tata opowiedział mi, że wujek Grzesiek przeżył ciężki wypadek w dzieciństwie i ledwo przeżył. Wtedy się zdziwiłem: skąd u niego takie lekkie usposobienie i wesołość? Dużo później zrozumiałem, że właśnie stąd! Całe dalsze życie po tym ciężkim wydarzeniu wydawało się wujkowi prawdziwym świętem.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 + jedenaście =

Wujek Grzesiek z Warszawy