Wybrałam się autobusem na rodzinną wieś. Nic nie wróżyło kłopotów, ale nigdy nie zapomnę tego przejazdu

Od czterech lat mieszkam w dużym mieście, ale pochodzę ze wsi i to tam czuję się najlepiej. Ciężko mi było przywyknąć do miejskiego życia, hałasu, betonu i korków, ale teraz jakoś sobie z tym radzę. Na mojej wsi byliśmy niemal samowystarczalni, rodzice mieli kawałek pola z warzywami, sad owocowy, kilka krów i kury. Rzadko jeździliśmy do miasta na zakupy i nigdy nawet nie pomyślałam, żeby się tam przeprowadzić. Pamiętam jak pod koniec szkoły średniej wybrałam się z mamą na targ do miasta, to właśnie wtedy poznałam Pawła, mojego obecnego męża i za jego namowami, zamieszkałam w mieście. Podczas tych lat, które tu spędziłam, często odwiedzałam rodziców, by cieszyć się świeżym swojskim powietrzem i smakiem truskawek prosto z pola. Ostatnie dwa lata to oni do mnie przyjeżdżali, bo urodziłam córeczkę i ciężko mi było podróżować, bo sprzedaliśmy samochód, a Ninka była za mała na podróż autobusem.

Kiedy córka skończyła 2 lata postanowiłam wybrać się komunikacją miejską na rodzinną wieś, to tylko 40 minut jazdy. Nic nie zapowiadało, że ta podróż to będzie koszmar. Pogoda była słoneczna, a ja miałam dobry humor na myśl o zbliżającym się relaksie w ogrodzie rodziców, ale stało się coś, co zmąciło mój spokój. Wsiadłam do autobusu z Ninką, kupiłam bilet dla siebie i poszłam w kierunku dwóch wolnych miejsc siedzących. Posadziłam córkę obok siebie i nastawiłam się na oglądanie widoków za oknem. Nie przejechaliśmy nawet jednego przystanku, gdy jedna starsza kobieta zwróciła mi uwagę, że powinnam posadzić sobie dziecko na kolanach. Uśmiechnęłam się do niej i powiedziałam, że tak jest bezpieczniej i wygodniej i wolę, żeby dziecko siedziało w fotelu obok mnie.

Nie wiem czego się spodziewałam, mogłam po prostu się nie odzywać… Ta pani nie dawała za wygraną, stwierdziła, że jedziemy komunikacją miejską, a nie taksówką i powinnam kupić bilet dla dziecka, jeśli zajmuje ono wolne miejsce. Zanim zdążyłam zastanowić się skąd wie, że nie kupiłam biletu dla Niny, odpowiedziałam jej, że moja córka ma dopiero dwa lata i przysługują jej bezpłatne przejazdy. Wtedy zaczęły się burzyć inne pasażerki i naciskać na mnie, że bezprawnie zajmuję dwa miejsca w autobusie posiadając tylko jeden bilet… Zaczęłam się bać, że któraś podniesie na mnie laskę, więc poszłam do kierowcy i dokupiłam bilet ulgowy, ale uważam, że to ja miałam rację. Przydarzyła Wam się kiedyś taka sytuacja?

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście − trzynaście =

Wybrałam się autobusem na rodzinną wieś. Nic nie wróżyło kłopotów, ale nigdy nie zapomnę tego przejazdu