Wymagający, 60-letni narzeczony – co ugotować na obiad, aby się nie rozmyślił i chciał się żenić?

„Dziewczyny, Nie wiem, co ugotować!”- taką wiadomość napisała Lucyna na grupie, za pomocą której komunikuje się z przyjaciółkami.

Średni wiek jej “dziewczyn” to mniej więcej pięćdziesiąt lat. Zaczęły się przyjaźnić jeszcze w czasie studiów. Lucyna od dawna jest rozwiedziona, ale ostatnio poznała mężczyznę, którego można uznać za człowieka sukcesu. Mężczyzna jest inteligentny, wesoły, a co najważniejsze – w wieku 60 lat wygląda bardzo dobrze. Jego siwe włosy dodawały mu tylko więcej uroku i szlachetności. 

Narzeczony miał na imię Włodzimierz Iwański i dbał o Lucynę – trzy razy zabrał kobietę do restauracji, czym była zachwycona, ponieważ podczas jednej z takich wizyt po raz pierwszy w życiu spróbowała ostryg. Na kolejną randkę para poszła obejrzeć balet, a następnym razem wybrali się do teatru.

Nie minęły nawet dwa miesiące odkąd randkują, a Lucyna była już zakochana po uszy jak nastolatka! Mężczyzna wydawał się być ideałem – uwielbia balet i w ogóle kulturę, poza tym nie oszczędzał pieniędzy na rozrywkę.

Przyjaciółki trochę naśmiewały się z tej spóźnionej, ale wielkiej miłości, która dopiero teraz pojawiła się w życiu Lucyny, ale robiły to w sposób sympatyczny bo wiedziały, że jej życie z poprzednim mężem nie należało do najłatwiejszych. Zdawały więc sobie sprawę, że kobieta w końcu zasługuje na szczęście. 

Kiedy minęły dwa miesiące Lucyna zaczęła pisać swoim przyjaciółkom rzeczy, które mogą wydawać się alarmujące. Włodzimierz uznał, że okres romantyczny można już zakończyć i powoli trzeba przechodzić do normalnego, codziennego życia. Zamiast więc kolejnych bukietów kwiatów i wyjść do teatru zaprosił na obiad swojego przyjaciela. Obiad oczywiście miała ugotować Lucyna. Wyjaśnił, że gość od dawna nie jadł pysznego, domowego obiadu, a Lucyna przecież może taki zrobić. 

Lucyna nie miała łatwego życia i często dochodziło do tego, że musiała ugotować coś z niczego, dlatego jest mało rzeczy, których nie potrafi ugotować. Bywało, że smażyła kotlety z marchewki, a pyszne zupy tworzyła z tego, co zostało jej w lodówce. W latach 90-tych kobieta przekwalifikowała się z pielęgniarki na kucharkę. Nigdy nie była szefem kuchni w żadnej restauracji, ale potrafi gotować i – co najważniejsze – kocha to robić. Kiedy więc dziewczyny zobaczyły taką wiadomość, były bardzo zdziwione – jak kobieta z takim doświadczeniem może nie wiedzieć, co ugotować? 

Sytuacja wyjaśniła się niemal natychmiast, gdy Lucyna wypisała listę zakazów i zaleceń otrzymanych od Włodzimierza. Gość miał alergię na orzechy, nie lubi pomidorów, nabiału, nie może przyjmować zbyt wiele soli a jeśli już, to tylko tę himalajską. 

Nie lubi także papryki, pieczonych ziemniaków, ogórków, a po kapuście i selerze ma wzdęcia. Podobnie było z mięsem – obiad nie mógł składać się ani z wieprzowiny, ani wołowiny, tak samo zaproszony gość nie lubi kurczaka, bo dania zawierające to mięso są nudne i nijakie. Ryb z kolei Włodzimierz w ogóle nie jada.

„Mogę zrobić kotlety z królika na parze i puree z brokułów” – nieśmiało zasugerowała Lucyna.

„To jak obiad dla przedszkolaka”- powiedział Włodzimierz Iwański – „To ma być uroczysty obiad, wymyśl coś lepszego, zachwycającego”.

Lucyna znalazła się w potrzasku i nie mogąc niczego innego wymyślić, zapytała o pomysły dziewczyny.

Pierwsza odezwała się Wanda, która była zaskoczona listą wymagań. Napisała w żartobliwy dla niej sposób: “Ta lista sugeruje, że najlepiej byłoby za niego też przeżuć, strawić i pogryźć wszystko tak, aby niczego nie pominąć? To ma być uroczysty obiad, to może przygotuj dla niego teatrzyk z jedzeniem? Skoro ma być kreatywnie. Może też przynieść swoje jedzenie – Ty nie będziesz musiała brudzić garnków, a on zje sobie to, co może i zeche”.

Renata odpisała zwięźlej i w ostrzejszym tonie: “Lucyna, skoro on ma takie wymagania i kazał Ci gotować w takim reżimie dla swojego przyjaciela, to wiedz, że on się nie zmieni i będzie tylko gorzej. Odejdź od niego i żyj sobie spokojnie, chociaż sama”.

Lucyna jest zła na przyjaciółki ponieważ potrzebowała porady na temat gotowania, a nie potępiania jej narzeczonego.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

Wymagający, 60-letni narzeczony – co ugotować na obiad, aby się nie rozmyślił i chciał się żenić?