Nie umiem zrozumieć dlaczego teściowie wydają pieniądze na głupoty i zbytki, a własnemu synowi skąpią kilkunastu tysięcy. Wiem, że mają pieniądze, ale widocznie nie jesteśmy godni, by otrzymać od nich pomoc. Wprost mówimy im, że jest nam ciężko i nie możemy dozbierać do minimalnego wkładu własnego, niezbędnego do uzyskania kredytu. To nasze marzenie, a przez wysokie opłaty na wynajmowanym mieszkaniu, chyba nigdy nie uzbieramy potrzebnej kwoty. Jak można być tak obojętnym?
Prawdą jest, że widziałam o zamożnych rodzicach Piotra, zanim zgodziłam się za niego wyjść, ale nie robiło to na mnie wrażenia. Zawsze byłam osobą dumną i wszystko co miałam, zawdzięczałam tylko sobie. Nie miałam też zamiaru mieszkać z nimi po ślubie i namówiłam Piotrka, żebyśmy coś sobie na początek wynajęli, a później mieliśmy wziąć kredyt na jakieś większe mieszkanie – tak na przyszłość, z myślą o dzieciach. Bo oboje chcieliśmy mieć dzieci i zależało nam, by każdy miał swój własny pokój. Nie spodziewaliśmy się tylko, że wszystko tak podrożeje – życie, kredyty i przede wszystkim wynajem i rachunki. A pensje stoją praktycznie w miejscu. Mamy zdolność kredytową na przyzwoitym poziomie, ale komfortowo byłoby posiadać wkład własny w wysokości przynajmniej 20%, by uzyskać lepsze warunki spłaty. No ale wciąż brakuje nam jakieś 18 tysięcy złotych.
Ograniczamy wydatki, oszczędzamy na wszystkim, na czym tylko możemy, nie wyjechaliśmy w podróż poślubną, nie jeździmy na wakacje, jemy tylko w domu, kupujemy żywność na promocjach, odłożyliśmy nawet plany powiększenia rodziny… Już nie mamy gdzie ciąć kosztów, a teściowie nie chcą pomagać. Tylko w nich widziałam nadzieję, na przyspieszenie realizacji naszych planów. Kiedy pół roku temu byliśmy na obiedzie u teściów, padło pytanie: „Kiedy doczekamy się wnuków?”. Zamarłam… Chyba logiczne jest, że bez własnego mieszkania nie chcieliśmy decydować się na dziecko, to zbyt duża odpowiedzialność. Odpowiedziałam coś w tym stylu, podkreśliłam, że nie stać nas na dziecko w tym momencie i chcemy poczekać aż zakupimy mieszkanie. No i teściowa nie załapała aluzji, odparła tylko, że rozumie.
Modlitwy teściowej zostały wysłuchane, miesiąc później okazało się, że jednak jestem w ciąży… nie planowaliśmy tego, ale się stało. Zdarza się, widocznie tak miało być. Nawet myśleliśmy, że ta nowina spowoduje, że rodzice Piotra się nad nami ulitują i dołożą kapitał na mieszkanie. Tak się jednak nie stało. Owszem, ucieszyli się, że zostaną dziadkami, ale twardo twierdzili, że nie mają pieniędzy. Miesiąc później wygrzewali się na plaży nad Morzem Śródziemnym, aż szkoda gadać! Wakacje, trzecie w tym roku, były ważniejsze niż syn i wnuk. Wtedy Piotr się zdenerwował i powiedział rodzicom, że nie zobaczą wnuka, jeśli nie pomogą nam w uzyskaniu kredytu na mieszkanie, które w tamtym momencie było nam niezbędne. Poparłam go w stu procentach, a teściowie nie przejęli się zbytnio.
Termin porodu mam w przyszłym miesiącu, do ostatniej chwili miałam nadzieję, że teściowie zmienią zdanie i nam pomogą, ale w tej sytuacji po prostu musimy sobie radzić sami. Nie potrzebujemy takich osób w naszym otoczeniu, niech sobie latają po świecie, a ich wnuk będzie się wychowywał w ciasnym mieszkaniu na wynajem. Stopniowo uzbieramy potrzebną nam kwotę, a z nimi nie chcemy mieć nic wspólnego. Może wychodzę na materialistkę, ale moi rodzice potrafili wziąć kredyt, by pomóc mi w zorganizowaniu wesela, choć nie są zbyt zamożni, a teściowa żałuje kilkunastu tysięcy i jest obojętna na niewygody własnego wnuka. Może zareagowałam zbyt impulsywnie zarzekając się, że nie zobaczą wnuka, ale w tym momencie nie umiem im wybaczyć.
