Korek siedział przy drzwiach sklepu, czekając na swoją właścicielkę – starszą panią Jadwigę. Dostawa towaru do tego sklepu miała miejsce dwa razy w tygodniu, więc nikt nie mógł tego ominąć. W tych dniach wszyscy mieszkańcy wsi szli do sklepu, aby nie tylko kupić niezbędne produkty, ale także porozmawiać z innymi.
Tatiana, właścicielka sklepu, starała się zamawiać do sklepu ciekawe produkty, aby zadowolić mieszkańców tej małej miejscowości. Już jako dziecko mała Tatiana postanowiła zostać właścicielką sklepu. Spełniła swoje marzenie i mieszkańcy byli z tego bardzo zadowoleni, ponieważ po zakupy nie musieli jeździć w końcu do miasta.
Więc dzisiaj pani Jadwiga wzięła swoją torbę na kółkach i w towarzystwie kota Korka poszła do sklepu.
– Co tak za mną łazisz? Lepiej siedziałbyś w domu. Na ulicy jest wilgotno, zaraz wniesiesz błoto i narobisz brudu, jak wejdziesz potem do domu – narzekała, zwracając się do kota.
– Miau! – protestował kot Korek.
Zawsze myje swoje różowe poduszeczki, zanim wejdzie do domu.
– Nie obrażaj się, wiem, że jesteś mądrym kotkiem. Kupię teraz rybki i ugotuję je potem dla Ciebie. Mam nadzieję, że Tatiana nie zapomniała spełnić mojej prośby i zamówiła Twojego ulubionego mintaja. Ostatnim razem nie było ich w jej sklepie – powiedziała staruszka.
– Miau!
– Na pewno będą, skoro obiecała. Dobrze, że ją mamy – troszczy się o nas, starych ludzi.
Kot siedział przy drzwiach sklepu przez długi czas i trochę zmarzł. Właścicielka spóźniała się i kot uznał, że może zapomniała, że na nią czeka i po co w ogóle poszła do sklepu. Jedyną nadzieją była Tatiana, która przypomni jej o mintaju. Pamięć Jadwigi coraz częściej szwankowała, dlatego Korek eskortował swoją kochankę właścicielkę do sklepu i na pocztę, gdzie kobieta czasami chodziła.
Drzwi sklepu otworzyły się, a kot z radością pobiegł na spotkanie swojej ukochanej właścicielce. Korek otarł się o jej nogi i zajrzał do torby. Kot był zadowolony z tego, co zobaczył – nie pomyli zapachu ryby z niczym. Kot pobiegł w kierunku domu i odwrócił się dopiero wtedy, gdy przestał słyszeć skrzypienie kół torby swojej gospodyni. Torba była, ale nie było staruszki – jakby zapadła się pod ziemię.
– Miau! – wydał z siebie zaniepokojony kot.
Pewnego dnia Jadwiga potknęła się i wpadła do jednego z rowów i gdyby nie kot, który pobiegł do najbliższego domu po pomoc, nie wiadomo, jak długo by tam leżała. Wszyscy we wsi znali kota i jego właścicielkę, więc jeśli Korek pojawiał się sam na progu, to jego właścicielka musiała potrzebować pomocy. Dziś Korek również ruszył do najbliższego domu.
Klaudia zobaczyła biegnącego kota sąsiada i wyszła na ganek.
– Co się stało, Koreczku? Już, już idę, tylko założę buty.
Sąsiadka i pręgowany kot chodzili po całej ulicy, ale nigdzie nie było Jadwigi. Do poszukiwań dołączyło jeszcze kilku sąsiadów i taką kompanią dotarli pod drzwi sklepu, z którego wyszła… Jadwiga. Widząc prawie całą wieś i Korka stojących przed nią, wykrzyknęła zdziwiona:
– Czemu tak na mnie patrzycie? Zostawiłam portfel w sklepie, więc wróciłam. A Ty, Korek, wpadłeś w panikę?
Sąsiedzi śmiali się, a potem się rozeszli, natomiast kot i jego właścicielka powoli ruszyli w stronę domu. Korek był tak głodny, że nie spuszczał oczu z rybiego ogona wystającego z torby.
– Teraz ugotuję Twojego ulubionego mintaja i nakarmię Cię nim, mój Ty wybawicielu! – powiedziała Jadwiga do kota i zaśmiała się.
Po drodze szli razem: starsza pani i stary, pręgowany kot… A jaki odcinek ziemskiej ścieżki pozostało im przejść – nie wiedzieli.
Przejdą go razem…
Do samego końca…






