– Wiedziałem, że tak to się skończy. Mama zawsze coś obiecuje, a potem zaprzecza, że cokolwiek takiego mówiła. Twierdzi, że nic nie jest nam winna. Tak, nie jest, ale w takim razie dlaczego cokolwiek obiecywała? – wzdycha 33-letni Edward.
– Co się takiego stało?
– Obiecywała, że z okazji naszego ślubu podaruje nam 10 tysięcy złotych. I co? Od siedmiu lat czekamy na ten jej prezent!
Siedem lat temu byłaby to ogromna suma dla młodej rodziny. Maria powiedziała wszystkim, że oszczędza pieniądze dla swojego jedynego syna i wszystko to, co udało jej się odłożyć, miała podarować im w dniu ślubu.
– Powiedziała przed samym ślubem, że da nam prezent później, żeby nie wypłacić pieniędzy zbyt wcześnie, bo przecież na koncie oszczędnościowym te pieniądze wciąż pracują. Z Ewą bardzo się na to cieszyliśmy i powoli myśleliśmy, na co wydamy te pieniądze. Ja chciałem kupić samochód, ale żona słusznie zauważyła, że lepiej będzie na początek rozwiązać problem mieszkaniowy. Teściowie obiecali oddać swój samochód, więc zaczęliśmy szukać mieszkania – wspomina Edward.
Pojechali w miejsca, gdzie budowały się nowe osiedla, rozważyli różne opcje, zorientowali się, czy dostaną kredyt hipoteczny oraz brali pod uwagę to, że mama mężczyzny dołoży im do wkładu własnego te 10 tysięcy złotych. Niestety, ona wciąż coś wymyślała:
– Mama powiedziała, że wciąż jestem zbyt niedojrzały, żeby mieszkać we własnym mieszkaniu. Uważa, że za dużo bałaganię i nie umiem wykonywać prostych prac remontowych, więc na pewno szybko zapuszczę nowe mieszkanie. Poza tym po co mamy sobie zawracać głowę kredytem hipotecznym, skoro mnie, takiego nieroba, żona już za kilka miesięcy porzuci – wzdycha Edward.
– Co za bzdury!
– Uznałem, że mamie po prostu szkoda pieniędzy. Mówię jej więc: dlaczego nam to obiecywałaś? Wtedy powiedziała mi, że nie ma obowiązku dawać nam takich prezentów, a tym bardziej wkładu na mieszkanie. Według niej wychowała mnie i to już wystarczy, a z resztą muszę poradzić sobie sam. Dla mnie usłyszenie tych słów było czymś niezwykle przykrym.
Edward i Ewa przez to wszystko wzięli kredyt hipoteczny nieco później. Sami zaoszczędzili na wkład własny. Gdy tylko nabyli swoje gniazdko, pomyśleli o dziecku.
– Mama obiecała, że będzie opiekować się wnuczką i we wszystkim nam pomoże. Moja córeczka ma już dwa lata, a ona była u nas tylko kilka razy. Jeśli już przychodzi, to tylko po to, żeby napić się herbaty i zjeść ciasteczka, a nie po to, żeby bawić się z wnuczką – oburza się Edward.
Ostatnio młoda rodzina ma problemy z pieniędzmi, więc Ewa chciała wrócić do pracy. Dyrektor zaproponował jej podwyżkę i awans, więc jeśli odmówi, to straci swoją szansę. Co jednak zrobić z dzieckiem? Kiedy mężczyzna powiedział o tym mamie, zgodziła się pilnować wnuczkę, ale za opłatą.
– Pytałem ją kilka razy, czy na pewno będzie mogła zająć się wnukiem. Sprecyzowałem jej nawet czas i dni, kiedy miałaby się nim zajmować. Twierdziła, że nie ma żadnego problemu. Kupiłem więc nawet nocnik i kilka zabawek dla córki, aby nie targać tych rzeczy od mieszkania do mieszkania. Wydawało się, że wszystko było w porządku, ale mama miała zapał tylko na dwa tygodnie – denerwuje się Edward – Mama stwierdziła, że jest już zmęczona, więc nie będzie już opiekować się Gosią. Dla niej dziewczynka jest zbyt kapryśna i ciągle czegoś od niej chce. Nie chce już ani pieniędzy, ani drogich prezentów w zamian, a jedyne, czego chce, to nie musieć się opiekować wnuczką i koniec kropka! My musimy chodzić do pracy, ale nie mamy z kim zostawić dziecka. Na próżno w ogóle pokładałem nadzieję w mamie…
Jak myślisz, kto ma rację w tej sytuacji? Czy Edward ma prawo obrażać się na matkę? Czy jest im coś winna? Co wy na to?
