Razem z Michałem wychowujemy 2-letniego synka i do pewnego czasu byłam przekonana, że jesteśmy razem szczęśliwi. Niestety pewnego dnia moje życie wywróciło się do góry nogami. Babcia Michała zadzwoniła do niego i powiedziała, że nie ma już siły na samotne życie na wsi i chciałaby przeprowadzić się do miasta. Wspólnie obmyślili plan sprzedaży domu i zakupu mieszkania, ale nie do końca udało się ten pomysł zrealizować. Rozumiem, że Michał chciał pomóc babci, w końcu go wychowała, gdy stracił ojca, a matka była zajęta sobą, ale nie chcę, by ta pomoc odbywała się kosztem naszej rodziny.
Byłam przekonana, że babcia tymczasowo zamieszka z moją teściową, zanim dom zostanie sprzedany i Michał pomoże jej z zakupem jakiejś kawalerki. Niestety, już kilka dni po ustaleniu planu, mój mąż wprowadził babcię do nas. Od tego momentu zaczęły się między nami duże nieporozumienia. Starałam się zaakceptować to, że babcia zajmuje pokój naszego syna, a on znowu śpi z nami w łóżku, ale w środku przeżywałam prawdziwy koszmar. Staruszka brzydko pachniała i w całym mieszkaniu roznosił się zapach jej zatęchłych ubrań. Do tego była zrzędliwa i uparta, nie pozwoliła mi zrobić prania, twierdząc, że jej rzeczy były dopiero odświeżane…
Najgorsze jest to, że przy moim mężu zgrywa anioła, a kiedy tylko zniknie jej z pola widzenia, dla mnie staje się nieznośna i kąśliwa. Ostatnio zaczęła zapraszać do nas moją teściową i całe przedpołudnia spędzają na plotkowaniu, przeszkadzając mi w pracy, którą wykonuję zdalnie. Od pewnego momentu zaczęłam też zauważać, że giną nam rzeczy i kiedy przeprowadziłam małe śledztwo, okazało się, że to babcia kradnie nam artykuły gospodarcze i przekazuje teściowej w ramach „oszczędności”. Zażądałam, by Michał przeprowadził babcię do swojej mamy, ale on nie chce mnie słuchać, twierdząc, że żal mu jej i nie potrafi jej odmówić pomocy po tym, co dla niego zrobiła. Zupełnie nie mam pojęcia, co dalej.
