Zofia nie doceniła tego, co miała blisko siebie. Dostała lekcję życia, ale czasu nie udało się cofnąć.

Moja przyjaciółka Zofia od kilku lat narzekała na swojego męża. Wciąż powtarzała, że nie może na niego patrzeć i jest zmęczona jego osobą. Próbowałam przekonać ją, uświadomić jak to wszystko wygląda z boku, bo moim zdaniem Jacek to wspaniały mąż i ojczym dla jej córki. Pomógł jej, gdy została sama z noworodkiem, zajął się nimi obiema i na każdym kroku okazywał im swoją miłość. Zofia z niechęcią o nim mówiła, gardziła tą jego miłością i wiernym psim spojrzeniem, które nie zmieniało się mimo upływu lat. Uważała, że jest przytłoczona jego uczuciami i dobrocią. Zdarzało jej się wspominać ojca Amelki, który był zupełnym przeciwieństwem Jacka. Nie umiem zrozumieć jak Zośka mogła tak dobrze myśleć o człowieku, który zrobił jej dziecko i stchórzył…

Zapytałam ją kiedyś dlaczego nie rozwiedzie się z Jackiem, skoro tak jej z nim źle, a ona spojrzała na mnie jak na wariatkę i stwierdziła, że nie zamierza znowu być sama, bo zbyt dobrze pamięta jak było jej ciężko. W końcu Jacek zaczął zauważać obojętność żony i przestał się starać, ale Zofia nie zauważyła nawet tej zmiany w nim, a nawet jeśli zauważyła, to odetchnęła jedynie od ciągłej adoracji. Pewnego dnia jej mąż nie wytrzymał i zaczął poważny temat, zapytał wprost, czy Zosia jeszcze coś do niego czuje, a kiedy nie dostał odpowiedzi, zrozumiał wszystko. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy i wyprowadził się, by nie znosić dłużej tego upokorzenia i odtrącenia. Złożył wniosek o rozwód.

Jacek jest młodszy od Zośki, poza tym to bardzo mądry i przystojny mężczyzna i wcale nie zdziwiła mnie wiadomość o tym, że bardzo szybko znalazł odpowiednią kobietę, która go pokochała. Zadzwoniłam wtedy do Zosi i zapytałam jak się czuje bez męża, ale niestety okazało się, że była w rozpaczy i tęskniła za nim bardzo. Przyznała mi się, że wydzwaniała do niego i błagała, by do niej wrócił, ale było już na to za późno, bo zaprzepaściła dawno swoja szansę na jego miłość. Nie chciałam jej dodatkowo dołować, więc powstrzymałam się od komentarzy w stylu: „a nie mówiłam?”. Szkoda, że moja przyjaciółka zdała sobie sprawę z własnej głupoty dopiero po rozwodzie.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedem + 11 =

Zofia nie doceniła tego, co miała blisko siebie. Dostała lekcję życia, ale czasu nie udało się cofnąć.