W szkołach często jest problem w znalezieniu osoby odpowiedzialnej za nieodpowiednie zachowanie uczniów. Ostatnio zostałem wezwany do szkoły z powodu nieprzyjemnej sytuacji z udziałem mojego syna. Zawodowo jestem kierowcą karetki, więc nie mogłem od tak odejść od moich obowiązków i spóźniłem się 20 minut na umówione spotkanie z dyrekcją szkoły. Sprawa była pilna, mój Antek uderzył kolegę w twarz i złamał mu nos. Na szczęście szkolna pielęgniarka zatamowała krwawienie i nastawiła nos, więc nie była konieczna pomoc medyczna z zewnątrz. Znam mojego syna, wiem, że nie jest ani impulsywny, ani agresywny, dlatego podejrzewałem, że chodziło o sprawę honorową. Spieszyłem się do gabinetu dyrektora, kiedy tam wszedłem, zastałem skulonego Antka, dyrektora, jakiegoś chłopca i jego rodziców.
Od progu zostałem zbombardowany szeregiem zarzutów, począwszy od nagany za spóźnienie i oskarżeń o złe wychowanie syna. Wyjaśniłem charakter mojej pracy i przeprosiłem, że ważniejsze było dla mnie dowiezienie pacjenta do szpitala niż to spotkanie. Później usłyszałem kilka zdań na temat niewłaściwego zachowania syna, a on w tym czasie nie odezwał się ani słowem. Poprosiłem, by dać szansę Antkowi na wyjaśnienie sytuacji. Mój syn wyprostował się i przedstawił bieg zdarzeń, powiedział, że podczas przerwy inni chłopcy (wymienił ich z imienia i nazwiska) naśmiewali się z nowego kolegi z klasy i zabrali mu jedzenie, podobno miało to miejsce codziennie, odkąd się z nimi uczył. Mój syn zgłaszał już kilka razy to zachowanie do nauczycieli i dyrekcji, ale nikt nie brał jego słów na poważnie.
Antek próbował przemówić chłopakom do rozsądku i stawał w obronie nowego kolegi, ale wtedy również z niego robili sobie żarty. W końcu nie wytrzymał i uderzył w twarz największego prowokatora całej sytuacji. Tłumaczył się, że to był impuls i wcale nie chciał skrzywdzić kolegi, nawet go przeprosił kilka razy, jednak wszyscy zebrani uznali, że wcale go to nie usprawiedliwia. Byłem wściekły, uważam, że mój syn zachował się wspaniale, nikt inny nie stanął w obronie słabszego kolegi. Stwierdziłem, że jestem dumny z zachowania mojego syna i powiedziałem, że jeśli nie przestaną go oskarżać, to zgłoszę gdzie trzeba, że nauczyciele i dyrekcja szkoły nie reagują na jawne znęcanie się nad nowym uczniem. Nie uważam, że pedagodzy zachowali się profesjonalnie ignorując słowa mojego syna. Z tego, co mówił mi Antek, jego kolega nie doznaje już podobnych nieprzyjemności i stał się najlepszym przyjacielem mojego syna.

