Swoją przyszłą żonę poznałem będąc już mężczyzną po trzydziestce. Od kilku lat skupiałem się głównie na pracy, harując dzień i noc, by spełnić swoje marzenie o własnym domu. Byłem z siebie bardzo dumny, gdy wreszcie wybierałem dla siebie miejsce do życia, nie zaciągając przy tym żadnego kredytu. Parę lat wcześniej spotykałem się z kilkoma kobietami, jednak na dłuższą metę nic z tego nie wyszło. Dwa lata po zakupieniu domu spotkałem Halinę.
To nie była jakaś wielka miłość. Chciałem żyć spokojnie, bez stresu, bez większych problemów. Halina wydała mi się idealną kandydatką: spokojna, radosna, pracowita. Uważałem, że w moim wieku nie doświadcza się już jakichś większych uniesień i stawiałem na ustatkowane, wygodne życie. Tak więc oświadczyłem się, zostałem przyjęty i wkrótce Halina zamieszkała w moim domu.
Moim zdaniem miała szczęście spotykając mężczyznę, który miał już własny dom i nie był obciążony żadnymi ratami.
Przez osiem lat żyliśmy poświęcając się pracy, widując się praktycznie tylko wieczorami, gdy każde z nas, zmęczone po całym dniu, wracało, by coś zjeść i położyć się spać. Nie ukrywam, że czasami nachodziła mnie myśl o posiadaniu dziecka, jednak ciągle odkładaliśmy tę decyzję na bliżej nieokreślony termin. Halina była jeszcze grubo przed czterdziestką a w tych czasach kobiety rodzą nieraz znacznie później.
Jakiś tydzień temu żona, siedząc przy śniadaniu, niespodziewanie zapytała mnie, kiedy zamierzam ją zameldować w naszym domu. Chciała odciążyć matkę, u której do tej pory była zameldowana, żeby kobieta miała mniejsze rachunki za media. Szczerze mówiąc byłem niemile zaskoczony. Zupełnie nie podobał mi się pomysł, by w swoim domu, na który tak ciężko pracowałem, meldować kogokolwiek. Powiedziałem, że nie ma takiej opcji, że skoro chciała mieć swój meldunek to mogła odkładać sobie wcześniej pieniądze i kupić własne mieszkanie. Nie mieliśmy wspólnego konta, składaliśmy się na wspólne rachunki czy zakupy ale resztę swoich pensji każdy przeznaczał dla siebie.
Jakież było moje zdziwienie, gdy Halina po pracy nie wróciła do domu. Następnego dnia dostałem od niej smsa, w którym informowała mnie o złożeniu pozwu rozwodowego. Wciąż nie dociera do mnie, że mogła zrobić coś takiego! Rozwodzić się, bo nie chciałem jej zameldować? Przecież nigdy nie wiadomo czy będziesz z kimś do końca życia a ja w razie czego nie chciałem się dzielić swoją własnością. Widocznie Halina była ze mną tylko dlatego, że liczyła na mój majątek. Niech więc idzie swoją drogą.






