Nieśmiały dzieciak z domu dziecka, marzył o samochodzie wyścigowym

Zacznę tę opowieść od tego, że pracując w dużym przedsiębiorstwie państwowym, otrzymałam propozycję objęcia stanowiska przewodniczącej, młodzieżowej organizacji związkowej. Oczywiście przyjęłam tę propozycję, ponieważ uwielbiam organizować różne akcje charytatywne i zbierać fundusze na różne zabiegi, operacje i inne potrzeby dzieci, które potrzebują pomocy. Oprócz pomocy dzieciom, często poświęcamy czas emerytom i kombatantom, nie tylko finansowo, ale i moralnie.

Pewnego, pięknego dnia otrzymałam list z prośbą o objęcie opieki nad sierocińcem. Oczywiście nie mogłam odmówić takiej prośbie i wraz z koleżankami pojechałyśmy na wycieczkę, na szczęście ośrodek znajdował się niedaleko naszego miasta.

Na miejscu powitał nas starszy mężczyzna. Dyrektor przypominał dobrotliwego dziadka, otoczonego niewiarygodną liczbą wnuków. Starszy pan, przedstawił nam życie tego miejsca, ponieważ nie miałam absolutnie żadnego doświadczenia w kontaktach z domami dziecka.

Przyjęto nas w bardzo ciepły i serdeczny sposób, poczęstowano herbatą, pokazano nam wszystkie pomieszczenia, w których mieszkały i spędzały czas dzieci. Pod opieką domu, znajdowało się dwadzieścioro dzieci, najstarsze miało 14 lat. Widać było, że wszyscy przygotowali się na nasz przyjazd, ponieważ mieliśmy nawet szczęście uczestniczyć w koncercie. Niestety, goście nie pojawiają się tu zbyt często, więc dzieci były bardzo podekscytowane rozmową z nami. Widać było, że mają problemy z komunikacją z nieznanymi osobami.

Patrząc na to, niewiarygodnie trudno było powstrzymać emocje, więc postanowiliśmy wszyscy razem wziąć ster w swoje ręce i podzielić się naszą miłością z tamtejszymi mieszkańcami.

Zanim wyjechałam, postanowiłam, że nie mogę zostawić tych wszystkich dzieci, bez jakiś obietnic na pożegnanie. Rozmawiałam z każdym z nich osobiście i postanowiłam, że moja następna wizyta powinna przynieść im trochę więcej szczęścia, pytałam, kto czego chce i czego potrzebuje.

Dzieci miały dość normalne pragnienia, jak na swój wiek. Niektórzy chcieli nowe ubrania, inni książki, zabawki, przybory szkolne. Jeszcze inni słodycze i wiele innych rzeczy, których pragnęli wszyscy mieszkańcy ośrodka.

Moją uwagę przykuł jeden chłopiec, w wieku około sześciu lat, który początkowo wzbraniał się przede mną i był wyraźnie nieśmiały. Jednak szybko się polubiliśmy i wyszeptał mi do ucha, że najbardziej chciałby mieć nowy samochód wyścigowy, którym on i jego przyjaciele, mogliby się ścigać. Postanowiłam, że muszę osobiście spełnić życzenie tego małego chłopca, więc zaraz po powrocie do miasta wyruszyłam na poszukiwanie fajnego samochodu wyścigowego. To był trudny wybór, ale byłam przekonana, że moja obietnica zostanie spełniona w tysiącu procentach.

Zebranie wszystkich zamówień zajęło mi i zespołowi sporo czasu. Dopiero po miesiącu udało nam się wszystko przygotować i pojechać do dzieci na drugie spotkanie. Jak już wspomniałam, goście byli tu rzadkością, więc emocje i radość, jakie promieniowały od dzieci z sierocińca, są niewiarygodnie trudne do opisania. Oczywiście natychmiast znalazłam mojego, małego towarzysza, który miał na imię Irek. Znowu był nieśmiały i stał z dala od wszystkich, więc postanowiłam sama do niego podejść i wręczyć mu obiecany prezent.

Oczy chłopca zdradzały jego niemożliwą do opisania radość i szczęście. Długo krążył wokół pudełka, najwyraźniej nie mogąc uwierzyć, że spełniło się tak małe, a zarazem ogromne marzenie. Irek z wielką obawą i dokładnością rozpakowywał samochód. A kiedy dotarł do skarbu, zamarł na ułamek sekundy, jakby był posągiem.

Widziałam, że dziecku płyną łzy, ale on trzymał się mocno, prawdziwy mężczyzna, a ja byłam wzruszona reakcją dziecka. Przytulił mnie tak mocno, jak tylko pozwalały mu na to siły, byłam nawet trochę zaskoczona, nie wiedziałam, jak się zachować w tej sytuacji.

Zakończenie tej historii jest chyba dla wszystkich oczywiste, nie mogłam zostawić tego chłopca tutaj. Po konsultacji z moim mężem, zdecydowaliśmy się adoptować Irka, dzięki czemu ma teraz prawdziwą, kochającą rodzinę. A pół roku po pojawieniu się dziecka w naszym życiu, dowiedziałam się, że spodziewamy się z mężem maleństwa, mimo że przez długi czas nie mogłam zajść w ciążę. Irek i nasze przyszłe dziecko, są dla nas najważniejszymi osobami w naszym życiu.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia − dziewięć =

Nieśmiały dzieciak z domu dziecka, marzył o samochodzie wyścigowym