Moja Gabrysia wychowała się w zamożnej rodzinie. Robiłem wszystko dla córki, ale sam spędzałem z nią bardzo mało czasu. Ciężko pracowałem, zawsze byłem na zawołanie szefostwa. A jeśli wracałem do domu, to tylko po to, by się przespać. Moja córka chciała mieć inne życie. Zaczęła studia pedagogiczne, choć mocno jej to odradzałem i chciałem, by córka studiowała prawo. Gabrysia jednak upierała się przy swoim.
Nie przyjmowała ode mnie żadnych pieniędzy i żyła ze stypendium. Latem wolała pójść na bezpłatny staż, choć proponowałem jej wyjazd na wakacje nad morze. Ale ona odmówiła, bo lubiła pracę z dziećmi i chciała doświadczyć pracy w domu dziecka.
Dlatego kiedy Gabrysia poprosiła mnie o duże pieniądze, byłem zaskoczony. Przecież wcześniej wielokrotnie proponowałem córce pomoc finansową, ale ona zawsze odmawiała. Jednak kiedy poznałem powód tej prośby, prawie się popłakałem.
Gabrysia chciała kupić komputery dla dzieci w domu dziecka. Chciała, aby każde dziecko miało możliwość nauki też poza szkołą. Marzyła o tym, aby dzieci miały dostęp do wiedzy i aby nie czuły się gorsze tylko dlatego, że mają jeden komputer na cały dom dziecka. Teraz rozumiem, że córka wybrała dobrą drogę i jest szczęśliwa z tego, co robi.
Byłem zaskoczony, ale jednocześnie dumny z córki. Wychowałem ją na człowieka, który zawsze myśli o innych, nawet kiedy mało ma. Dzięki niej zrozumiałem, że praca nie jest wszystkim i warto poświęcać czas dla rodziny i bliskich. Najważniejsze są relacje i chwile spędzone razem, a nie tylko praca i pieniądze. Szkoda, że zrozumiałem to tak późno.







