Moja córka już od najmłodszych lat sprawia problemy wychowawcze. Często zarzucam sobie, że jestem pewnie złą matką, skoro nie potrafię dobrze wychować własnego dziecka, ale naprawdę staram się jak tylko to możliwe. Mój mąż zmarł w wypadku samochodowym zaraz po narodzinach córki, nawet nie zdążyła go zapamiętać. Od tamtej pory zajmuję się sama utrzymaniem całego domu. Pracuję w sklepie spożywczym, a wieczorami dorabiam jeszcze opiekując się starszą panią z sąsiedztwa.
Wiem, że dziecko potrzebuje wspólnego czasu i przez ostatnie lata starałam się każdą wolną chwilę poświęcać córce. Najwidoczniej to było za mało, a później jako nastolatka wpadła w wir nowych znajomych i odtrącała moje towarzystwo.
Największe problemy zaczęły się dwa lata temu. Ciągłe wagary, spóźnianie się na lekcje, nieciekawe towarzystwo. Miałam non stop telefony ze szkoły, a na wywiadówkach płonęłam ze wstydu. Rozmawiałam z nią, próbowałam nawiązać nić porozumienia, ale sama nie wiem, czy przynosiło to jakikolwiek efekt choćby na krótką metę.
Później już córka całkowicie zamknęła się w sobie. Wiem, że to efekt dojrzewania, a i pewnie brak ojca, ale naprawdę to wszystko zaczęło mnie przerastać. Za każdym razem, gdy pytam jak się czuje albo jak było w szkole, dostaję tylko jakieś pomrukiwanie, że wszystko dobrze. Proponowałam nawet wspólny wyjazd w jakiś weekend, ale zostałam wyśmiana, bo według córki, to wstyd jeździć z matką na wczasy.
A kilka dni temu, kiedy sprzątałam kuchnię, córka oznajmiła mi, że jest w ciąży. Nadal jestem w szoku. Dziecko to nie koniec świata, ale nie wiem jak będzie z jej dalszą nauką, co z przyszłością… Jak ona sobie poradzi, skoro sama jest dzieckiem.
Nie naskoczyłam na nią, łagodnie pytałam kto jest ojcem. Uważam, że trzeba poinformować rodziców chłopaka i ustalić co dalej. Ale ona zapiera się całą sobą i za nic nie chce powiedzieć. Przychodzą mi do głowy już tak różne obawy – może ktoś ją skrzywdził i wstydzi się powiedzieć, a może ojcem jest ktoś z imprezy i nawet nie pamięta…
Wie, że ma moje pełne wsparcie, a mimo to milczy jak skała. Chciałam pójść z nią wspólnie do lekarza, ale w tym też nie jest potrzebna jej matka.
Nie wiem, gdzie popełniłam błąd. A może jestem nadgorliwa i powinnam zostawić ją w spokoju. Jeśli będzie chciała powiedzieć o ojcu i poprosić mnie o pomoc, to niech sama przyjdzie? Tylko jak jako matka mogę stać z boku…






