Dziecko jesienią skończy pięć lat, a ona wciąż nie wróciła do pracy. Mówiłam jej sto razy:
– Weronika, kiedy zaczniesz pracować?
A ona odpowiada:
– Nie mam z kim zostawić dziecka. Słuchaj ciociu, z przedszkolem nie jest tak łatwo. Przyprowadzasz dziecko o ósmej rano i musisz odebrać po kilku godzinach. Nie każda szkoła ma świetlicę. A wakacje, przecież to kolejne dwa miesiące.
Szczerze mówiąc, nie znam się. Moja córka mogła pracować głównie dlatego, że pomagałam jej przy dziecku, ale później też oddała córkę do przedszkola i była tam cały dzień, nawet w wakacje miała opiekę.
A Weronika… Nie chce oddać dziecka nawet dziadkom, nie opuszcza go na krok. Mało tego, nie chce opuścić mieszkania swojego dawnego chłopaka. A to nie jest nawet ojciec dziecka, bo Weronika twierdzi, że nie wie, kto nim jest. Niedawnego chłopaka poznała przez wspólnych znajomych, ale po trzech miesiącach wspólnego życia spakował swoje walizki i odszedł do innej. A ona z dzieckiem została w jego mieszkaniu.
Przecież w każdej chwili może ją wyrzucić! Skończyła szkołę, mieszkała na wsi z matką, a potem przyjechała do mnie do miasta na studia. Dostała się na pielęgniarstwo i mieszkała u mnie na pełnym wyżywieniu przez trzy lata. Jak dowiedziałam się, że dostała pracę, kazałam jej znaleźć nowy kąt. Nie będę ukrywała, potrzebowałam spokoju, a ona wprowadzała harmider na każdym kroku.
A później zjawiło się dziecko. Może gdybym wtedy nie kazała jej iść na swoje, tylko dalej dawała pokój… Ten jej były chłopak to porządny człowiek, pracowity. Jest cichy, spokojny, a jego rodzice to dobrze wykształceni ludzie. Bardzo młodo miał już własne mieszkanie, to które teraz zajmuje moja bratanica.
Spodziewałam się, że zacznie szukać miejsca do życia i pracy, bo mieszkanie nie jest przecież jej. Ale ona nawet o tym nie myśli. Ten były chłopak zarabia solidnie, około siedmiu tysięcy, gdyby im się udało, byłoby jej dobrze, ale tak teraz żyje z samych zasiłków, oszczędności i tego, co dostanie od rodziców. Podobno to jej wystarcza, żeby związać koniec z końcem, ale widzę, że nigdy nie kupuje nic dla siebie, zawsze dla dziecka. Mówię jej:
– Masz mało doświadczenia i tylko licencjat, ale jesteś jeszcze młoda. Nie masz dość takiego życia? Ten człowiek w końcu Cię wyrzuci, choćby za parę lat. Córka będzie duża, znajdzie akademik albo kawalerkę, a co zrobisz Ty?
– Och, ciociu, nie martw się, będę rozwiązywać problemy na bieżąco. Teraz, gdy mam kawałek chleba i dach nad głową, mogę przetrwać przez jakiś czas. Nikt nie wie, co będzie za parę lat. Jeśli wyląduję na ulicy, wtedy będę się zastanawiała, gdzie iść i co dalej…






