Wiedziałam, że Robert nie ma dobrej opinii, ale i tak przyjęłam jego oświadczyny

Znałam Roberta od czasów gimnazjum. Uczęszczaliśmy do równoległych klas i od tych gimnazjalnych czasów chłopak wyrobił sobie opinię. Wysoki, szczupły, dobrze zbudowany, piękne niebieskie oczy. Robert nie musiał się specjalnie starać, bo dziewczyny same za nim biegały. Uczciwie trzeba zaznaczyć, że nie wszystko było, takie jak mówiono, i wcale nie miał tylu kobiet, ile przypisywały mu plotki. Niektóre z dziewczyn chwaliły się swoim związkiem z Robertem, choć sam chłopak nie miał o tym pojęcia. To właśnie ze względu na jego reputację trzymałam się od niego z daleka…

W zimowy wieczór poszłam po pracy do kawiarni, aby wypić kubek gorącej herbaty, przemyśleć dzień i zaplanować następny. Od razu zauważyłam z daleka Roberta z grupą przyjaciół.

– Cześć, jesteś sama? Dołącz do nas. Będziesz miała niezły ubaw z moich przyjaciół.

Po dłuższym zastanowieniu, zgodziłam się. Choć przyznam, że nie dość chętnie. Nie byliśmy przyjaciółmi, nawet w szkole mówiliśmy sobie jedynie cześć i nic więcej. Po trzech godzinach grupa zaczęła się rozchodzić, a Robert zaproponował mi, abym poszła z nim na spacer. I choć było zimno, to spacerowaliśmy równo przez dwie godziny. Później Robert zadzwonił po taksówkę i odprowadził mnie do domu. Ukazał się mi w całkowicie innym świetle: grzeczny, uważny, oczytany. Ani razu, słowem czy czynem, nie poczułam się urażona czy źle potraktowana.

Na tym spotkaniu Robert wyznał, że lubił mnie od dawna. Od czasów gimnazjum. Wiecie, pomagałam mu wtedy z zadaniami. Pożyczał ode mnie zeszyty, a czasem nawet mu coś tłumaczyłam. Ale nic poza tym, nigdy nawet nie rozmawialiśmy na tematy prywatne.

Podobno dawał mi znaki i specjalnie udawał, że czegoś nie rozumie, byle tylko spędzić ze mną trochę czasu. A ja zapierałam się go, a tamtego dnia w końcu potraktowałam go jak człowieka, nie patrząc na plotki, jakie o nim krążyły. Nasze spotkania stały się regularne i bardzo częste, ale zawsze, gdziekolwiek byliśmy, rozstawaliśmy się, a on odsyłał mnie do domu taksówką.

Wczoraj Robert oświadczył mi się. Do dziś jestem w szoku, że tak łatwo przyszło mi przez tyle lat oceniać niewinnego człowieka i patrzeć na niego przez pryzmat cudzych plotek. A Robert… On przez nie był najbardziej poszkodowany, bo kiedy czas szkolny minął, nikt nie chciał się z nim związać. Która dziewczyna chciałaby być z mężczyzną, który skacze z kwiatka na kwiatek?

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście − 3 =

Wiedziałam, że Robert nie ma dobrej opinii, ale i tak przyjęłam jego oświadczyny