Musiałam czekać tydzień, by dowiedzieć się, czy będę żyła, czy nie. To był największy koszmar w życiu

Wyszłam ze szpitala, ledwie oddychając. Czułam się okropnie, nie miałam siły nawet na uśmiech. Lekarz powiedział, że muszę poczekać jeszcze tydzień, a potem przyjdą ostateczne wyniki. Jednak z tonu lekarza zrozumiałam, że coś jest nie tak.

– Może to nowotwór? Wtedy nie mam szans, nie przeżyję tego… I jak powiedzieć o tym mężowi i córce, jak oni będą beze mnie żyć, a ja bez nich? – myślałam w tamtej chwili.

Ludzie wokół szpitala chodzili w równie smutnych nastrojach, może zdając sobie sprawę, że zostało im niewiele czasu. Jak szybko leci czas i dlaczego wcześniej nie doceniamy szczęśliwych chwil, a dopiero na granicy śmierci zaczynamy sobie wszystko uświadamiać?

Podeszłam do przystanku i nawet tam nie widziałam szczęśliwych ludzi. Wszyscy smutnym i tępym spojrzeniem patrzyli przed siebie. Wieczorem mąż wrócił z pracy. Spojrzał na mnie ostrożnie i zapytał:

– Dobrze się czujesz, dziwnie wyglądasz…

Tak, wszystko jest w porządku, nie zwracaj uwagi.

– Naprawdę?

– Naprawdę, wszystko jest w porządku. Wiesz, to brzydka pogoda, a ja nie lubię chłodu.

– Możemy wyjechać w jakieś ciepłe miejsca. Moglibyśmy świętować Twoje nadchodzące urodziny przy ładnej pogodzie. Odpoczniemy. Co o tym myślisz? – zapytał.

Nie odpowiedziałam mężowi, a jedynie zmusiłam się do uśmiechu, powstrzymując łzy. Wiedziałam, że może nie doczekam nawet urodzin. Wskazówki zegara przesuwały się tak powoli, wydawało się, że ten tydzień nigdy się nie skończy. Wciąż patrzyłam na kalendarz, czekając na nadejście kolejnej wizyty u lekarza.

Umówionego dnia znów byłam w szpitalu, tym razem z duszą na ramieniu. Osoby stojące w kolejce niechętnie wchodziły do sali. To było bardzo dziwne i przerażające uczucie. Chcesz jak najszybciej poznać swoje wyniki, ale jednocześnie nie chcesz usłyszeć prawdy.

Przyszła moja kolej i weszłam do gabinetu. Naprzeciwko mnie siedziała obojętna lekarka, która wypełniała papiery. Otworzyła teczkę z moim nazwiskiem i nie patrząc na mnie, powiedziała:

– Guz jest łagodny, przepiszę leki, będzie trzeba brać je przez pół roku. A potem ponowna kontrola, by sprawdzić, jak bardzo guz się zmniejszył.

Słysząc te słowa, prawie podskoczyłam z radości. Wychodząc z gabinetu, nie mogłam opanować szczęścia. To znaczy, że życie toczy się dalej, a ja jeszcze spędzę trochę czasu z rodziną. Chciałam się z Wami podzielić moim doświadczeniem. Póki jesteście zdrowi i w pełni sił, korzystajcie z życia i cieszcie się każdą minutą spędzoną z ludźmi, których kochacie, bo nawet nie spodziewamy się, kiedy może nadejść najgorsze.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × trzy =

Musiałam czekać tydzień, by dowiedzieć się, czy będę żyła, czy nie. To był największy koszmar w życiu