Kiedy wracałam z biura, deszcz padał jak z cebra. Przykryłam się płaszczem, próbując nie zmoknąć. Zimne krople deszczu uderzały w moją twarz. Droga do domu prowadziła przez mały park. W takiej pogodzie nikogo tu nie było – tylko mokre ławki, wichura i szeleszczące liście na drzewach. Nagle do moich uszu dotarł dźwięk prosto z krzewów. To było coś na kształt skowytu.
Zerkając za niskie krzewy, które rosły przy ścieżce, zauważyłam mały dół, w którym leżał drobny szczeniak. Maluch był przemoczony, skulony przeraźliwie skomlał. Wyciągnęłam rękę i podniosłam go.
Szczeniak ledwo utrzymywał się na nogach. Serce mi pękło na widok tego malucha. Owinęłam go w mój szalik, nie przejmując się, że pobrudzę tkaninę, i ruszyliśmy razem do domu. Mój mąż spojrzał na niego z niezadowoleniem:
– Skąd to wzięłaś?
– Z parku, był sam w taką pogodę. Co mogłam zrobić?
– Nie mów mi, że zamierzasz go zatrzymać.
– Nie wiem, może ktoś go zgubił. Powinniśmy jutro zabrać go do weterynarza.
Adrian tylko wzruszył ramionami. Nakarmiłam szczeniaka i osuszyłam. Wydawało się, że poczuł się lepiej. Następnego dnia rano wzięłam wolne. Mój szef, słysząc powód, serdecznie się roześmiał.
Po kąpieli maluch przemienił się w przesłodkiego pieska. Weterynarz zapewnił, że szczeniak nie miał żadnych poważnych problemów zdrowotnych, po prostu był zbyt długo bez jedzenia. Następnego dnia, kiedy Adrian wrócił do domu i znowu zobaczył psa w naszym mieszkaniu, zaczął narzekać:
– Dlaczego musisz go tutaj trzymać? Tylko śmierdzi… Mogłaś powiedzieć, że chcesz psa, kupiłbym Ci lepszego.
Pokłóciliśmy się przez to. Jak mogłam przez tyle lat być z tak nieczułym i bezdusznym mężczyzną? Nie mogłam tego pojąć. Od dziecka rodzice wychowywali mnie w miłości do zwierząt. Mówili, że to najwierniejsi i najbliżsi dla człowieka przyjaciele, że w ludziach próżno takich szukać.
Szczerze, zaczęłam już rozważać rozstanie. Jestem w gorącej wodzie kąpana, wszyscy mi to mówią. Najpierw robię, a dopiero później myślę. Kocham męża, ale jak być z człowiekiem, który ma tak zatwardziałe serce? A co, kiedy na świecie pojawi się nasze dziecko? Przecież powinniśmy oboje wychować je z myślą, by pomagało słabszym, nie ważne czy to człowiek, czy zwierzę.






