Zostawiłem mojego małego synka z teściem na długi weekend. Już nigdy więcej nie powtórzę tego błędu

Przed wyjazdem, na czterech stronach A4, spisałem instrukcje dotyczące opieki nad dzieckiem. Wypisałem wszystko na temat posiłków, spacerów, zabawek, ubrań, higieny i oczywiście snu. Teść, jak to mężczyzna, nie zna się na takich rzeczach, więc wyszczególniłem każdą kwestię krok po kroku.

Opisałem, jak przygotować zupkę czy sok, a w osobnym akapicie napisałem, czego nie powinien jeść, nawet jeśli poprosi i będzie robił swoje urocze błagające oczka. Wymieniłem jakie zabawy zna, jakie książeczki lubi i co można z nim robić w wolnym czasie. To przesada mogłoby się wydawać, ale nigdy nie wiadomo, co wymyśli teść.

Teść zawsze nalegał, że chce spędzać z wnuczkiem jak najwięcej czasu, póki jeszcze zdrowie mu na to pozwala. Jego żona zmarła kilka lat wcześniej i narzekał mocno na samotność. Dotychczas odwiedzał nas tylko w naszym mieszkaniu, ale tym razem oboje z żoną chcieliśmy pojechać na krótki urlop, więc czemu nie skorzystać z tej propozycji, pomyśleliśmy.

Przywieźliśmy naszego synka i przekazaliśmy wszystkie informacje. A biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się później, przypuszczam, że teść otworzył instrukcję, zaśmiał się i rzucił ją gdzieś w kąt.

– Chodź, chłopcze, przynieś mi młotek, będziemy budować domek dla Ciebie. Wychowałem czterech synów na prawdziwych mężczyzn, to teraz czas na Ciebie!

Wszystko opowiedziała nam sąsiadka, która zadzwoniła do mojej żony raptem dzień po naszym wyjeździe. Podobno nasz synek biegał po podwórku z młotkiem i kto wie, z jakimi jeszcze narzędziami. A dziadek… Cóż, nic sobie z tego nie robił. Tak wbijali gwoździe, że musieli pożyczyć od sąsiadki opatrunki na rany, bo teść niczego takiego nie miał u siebie.

Mało tego, jedli bez końca. Ale co najważniejsze, teść nie kładł go spać.

Jedzenie samo się nie zje! – a na stole leżały ciastka, chipsy, same niezdrowe rzeczy. Nasz syn na co dzień nie je takich rzeczy, jeszcze przyjdzie czas na smakołyki. Skończyło się na tym, że musieli pojechać do przychodni, bo dziecko płakało z bólu brzucha. Wtedy właśnie zadzwoniła sąsiadka. Wsiedliśmy od razu w samochód i przyjechaliśmy, cóż było robić?

Teść nawet nie przeprosił, mówił tylko, że wychowaliśmy laleczkę, a nie chłopaka. Nie dociera do niego, że dziecko ma sześć lat i to nie są te czasy, kiedy to biegaliśmy o bosych stopach po kamykach i jedliśmy nawet jak nam spadło coś na piasek.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 + 13 =

Zostawiłem mojego małego synka z teściem na długi weekend. Już nigdy więcej nie powtórzę tego błędu