Moja przyjaciółka Teresa pojechała do miasta, żeby sprawdzić, co się dzieje z jej lokatorką Leną. Znam Lenę od dawna, wynajmuje mieszkanie od Teresy od ośmiu lat. Zawsze terminowo opłacała czynsz, była spokojna i dbała o mieszkanie. Za każdym razem było u niej bardzo czysto i schludnie. Jednak ostatnio Lena przyjechała do Teresy i zapłaciła gotówką, a potem poprosiła o zwrot pieniędzy po kilku dniach. W tym miesiącu w ogóle się nie odzywała. Dni mijały, wpłaty czynszu nie było, więc Teresa postanowiła sama sprawdzić, co się stało.
A kiedy wróciła z miasta, powiedziała mi:
– Weszłam do mieszkania, a tam Lena siedziała na kanapie i płakała. Zapytałam ją, co się stało. Dopiero po chwili się uspokoiła i opowiedziała mi. Okazuje się, że była kiedyś żoną bogatego mężczyzny. On jednak nie pozwalał jej pracować, więc została w domu, gotowała i wychowywała syna. Kiedy jej syn dorósł, mąż wpadł w furię. Chciał ponownie ożenić się z młodszą kobietą i wyrzucił Lenę z domu. Warto powiedzieć, że choć wyrzucił ją, to też dał jej małą kawalerkę.
Lena i jej syn zamieszkiwali ją, ale potem syn się ożenił i zabrakło miejsca. Wtedy zaczęła wynajmować mieszkanie od Teresy, a syn pomagał jej finansowo. Teraz syn wychowuje dwoje dzieci i ma problemy w pracy, nie może już płacić czynszu matce. A ona pracuje jako sprzątaczka, prawda jest taka, że zarabia grosze i teraz została bez środków do życia.
Teresa dała jej kilka tygodni na znalezienie nowego mieszkania, choć ma ogromne wyrzuty sumienia. Przykro się z nią rozstać, ponieważ przez tyle lat żyła spokojnie, dbała o dom, ale każdy musi z czegoś żyć…






